Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści


PIOTR FLORCZYK


PIERWSZA KOMUNIA


Drugą niedzielę z rzędu
przeklinam radio i sąsiadkę za ścianą.

Ale ona mnie nie słyszy –
ona buja się w fotelu.

O, jak ładnie wszyscy
śpiewają, powstając z kolan.

Mnie też już bolą kolana.

Więc biję pięściami o ścianę,
aż trafię na jakąś skazę, wypukłość,
która da się
skruszyć – skosztować.


PANTONIMA


Stoję na moście brooklyńskim –
ziewam. Jest środa, połowa
miesiąca,
roku pańskiego
dwa tysiące jedenastego.

Lodowaty wiatr wieje ze wschodu,
rzeka o tej samej nazwie przechodzi obok
cichaczem.

I już mam się zwijać,
gdy nagle tłum gapiów, marchewka
za marchewką, pcha się i ryje,
bo w dole, kontenerowiec
pod banderą Kataru
przechyla się na bok.

Dawno mógłbym być
u siebie, z nogami na pufie
czytać gazetę,
a tak jestem w środku i ledwo
uchodzę z życiem.

Woda się pieni –
holownik spieszy na pomoc,
syrena ścina kadr
do wielkości koszmaru.

Porzucony na krawędzi
obrazu, pomiędzy włoskim, chińskim,
niemieckim i rosyjskim,
słyszę jak polski próbuje
złapać oddech.


REWERS


Moja biografia nie ma
plam białych, tylko
czarne. Długi
niespłacone, kilka
kliknięć myszką za dużo
gdzie nie trzeba.
Wagary!
Pijaństwo!
Tak, jedna myśl plus
druga myśl równa się coś
za coś. Np. fakt
że z białego powstałeś
i w biel się obrócisz, ty
wierszu mój
stękający.


SZLAK


Idziemy pod górę – przed siebie.
Mijamy domy, auta i sklepy. Trafiamy
na drzewo, krzyżem leżące w rowie.
Kiedyś byli tu ludzie,
a teraz same krzaki i trawa spalona.
Wiatr rzeźbi czaszkę ziemi.
Niektórzy twierdzą, że z góry Pacyfik
jest głębszy, bardziej tajemniczy –
robią zdjęcia – tu, gdzie kończy się droga,
a język jak dzwon buja z pragnienia.


MOST I RZEKA


Od trzydziestu lat
maszeruję po tej prowincji –
dla zdrowia,
dla oka i ucha.

Pamięć mnie nie myli,
gdy patrzę z mostu
na brzegi –
zaśmiecone butelkami

lub późnym śniegiem –
i widzę skłębione
włosy marzanny
tudzież złoty spławik
stukający o kamień.

Co jest za zakrętem?
Koniec.
Rzeka wpada do zalewu,
rozkłada się na boki.

Wiem o tym,
choć wolałbym nie
pamiętać.


GEOMETRIA


Odkąd brakuje dnia i nocy
by zobaczyć wszystko,
kreślę kolorowymi kredkami
kółka – jedno, drugie – na blacie
kuchennego stołu.
Czarna kredka: śmierć.
Biała: ciąg dalszy nastąpi.
Żółte szlaki są do ucieczki.
Bo czasami pojawia się coś
większego i panuje
nad resztą swoją czerwoną pustką.
To prawda: serce bije tylko tam,
gdzie krzyżują się linie.


RODEO DRIVE


Piękna ulica
ze szkła, pustaka, metalu.

W środku gips
trzyma fason, niebieski
neon zaprasza –

a kuku, a kuku.
Uwaga na próg!

Kilka kroków dalej
są spodnie.
Po schodach na piętro
i jest czarna koszula –

ładna, ładna,
ale na moje bary
za ciasna.

Tu jest korytarz, a tam
następny, dłuższy
niż słynna rzeka w podziemiach.

Czas odpocząć,
zjeść coś zdrowego, np.
plasterek indyka pokryty
awokado.

Kiedy tak przykładam
dłoń do dłoni odbitej
w betonie, to czuję wszystko
na nowo.


Piotr Florczyk


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio