Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Dwa spotkania w Lublinie


18 i 19 listopada 2017 roku i niedługo później – 14 grudnia – autorzy i redaktorzy „Frazy” gościli na zaproszenie redakcji pisma „Akcent” w Lublinie. Okazją do pierwszego spotkania był przyjazd do Polski i do Rzeszowa na konferencję o Bogdanie Czaykowskim, zorganizowaną z okazji 85. rocznicy jego urodzin i 10 śmierci, dwóch jego przyjaciół – pisarzy z Vancouver – Andrzeja Buszy i Romana Sabo. Wszyscy trzej, będąc autorami „Frazy”, gościli także niejednokrotnie na łamach „Akcentu” – toteż naturalnym wydawało się ich zaproszenie do Lublina na autorskie spotkanie, które nazwaliśmy od tytułów ich, wydanych przez Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza” we współpracy z Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie, tomów Atol i podwórko.


Zdjęcia ze spotkania w Lublinie, fot. Jarosław Wach.



Atol i podwórko oraz urodziny Pana Andrzeja


Redakcja „Akcentu” wymyśliła znakomite miejsce na spotkanie – usytuowane w kamieniczce przy starym rynku Muzeum Literackie im. Józefa Czechowicza. Obaj poeci byli tym faktem wyraźnie poruszeni, zaś Andrzej Busza przypomniał sobie, jak na początku lat 70. XX wieku wspólnie z Bogdanem Czaykowskim czytali, wybierali, a potem tłumaczyli wiersze Czechowicza do poświęconego w całości nowoczesnej polskiej poezji numeru anglojęzycznego pisma „Modern Poetry in Translation”, którego założycielami byli Ted Hughes oraz Daniel Weissbort.

Po powitaniu przez wicedyrektorkę Muzeum spotkanie otworzył zastępca redaktora naczelnego „Akcentu” Waldemar Michalski, który ze swadą i nieskrywaną sympatią przedstawił jego uczestników – pisarzy z Vancouver oraz reprezentujących redakcję „Frazy” Magdalenę Rabizo-Birek i Jana Wolskiego. Swą obecnością zaszczyciło nas wielu znakomitych gości ze środowiska artystycznego i naukowego Lublina. Dla Andrzeja Niewiadomskiego była to na przykład okazja do osobistego poznania Andrzeja Buszy, z którym na początku lat 90. XX wieku przeprowadził dla „Kresów” ważny korespondencyjny wywiad zatytułowany Wyznania płaza, przedrukowany w zredagowanej przez niego, znanej każdemu badaczowi literatury emigracyjnej niewielkiej książeczce rozmów z pisarzami emigracyjnymi Londyn – Toronto – Vancouver (Lublin 1993).

Bohdan Zadura, który Andrzeja Buszę poznał w Vancouver, gdzie na początku XXI wieku gościła redakcja „Akcentu”, mógł wysłuchać w jego autorskim wykonaniu świetnego przekładu swego słynnego wiersza Trumny z Ikei. Tak translacją, jak i jej aktorskim wykonaniem był wyraźnie ukontentowany. Andrzej Busza zwrócił przy okazji uwagę na pokrewieństwo konceptu utworu Zadury z jego własnym wierszem Niedziela w supermarkecie, który z kolei z angielskiego oryginału na polski przetłumaczył Roman Sabo.

W tym miejscu trzeba przypomnieć, że Andrzej Busza w latach 80. minionego stulecia przeszedł na twórczość w języku angielskim, choć – co stanowi jego fenomen – stara się przede wszystkim o to, by jego utwory były dostępne i czytane przez odbiorców polskojęzycznych. Urodzony w 1938 roku w Krakowie w rodzinie o tradycjach lekarskich i literackich – jego dziadek Apolinary Tarnawski założył i kierował słynnym uzdrowiskiem w Kosowie na Pokuciu; wuj Wit Tarnawski był lekarzem, ale też pisarzem, tłumaczem oraz znawcą twórczości Josepha Conrada, znaczną część wojennego dzieciństwa spędził w Ziemi Świętej, skąd po wybuchu wojny Żydów o niepodległość w 1948 r. jego rodzina przeniosła się do Anglii. Tam kształcił się w angielskich szkołach.

Barwnie opowiadał na spotkaniu o trudnościach w adaptacji, wyobcowaniu, samotności, problemach z językiem, ale też odkryciu w sobie w Anglii wrażliwości na poezję oraz literackiego talentu. Na Uniwersytecie Londyńskim studiował anglistykę, wybierając jako temat pracy magisterskiej (wydanej później drukiem) polskie zaplecze literackie Josepha Conrada. Wspominał w Lublinie opory i niezrozumienie angielskiej komisji, mającej zaakceptować tematykę jego pracy. Notabene kilka dni wcześniej wygłosił na Uniwersytecie Rzeszowskim przyjęty z zainteresowaniem przez słuchaczy wykład o polskich duchach i upiorach Josepha Conrada-Korzeniowskiego. Wydana drukiem praca magisterska stała się początkiem jego dalszej drogi naukowej. Po przeprowadzce do Vancouver w roku 1965 objął posadę wykładowcy na anglistyce Uniwersytetu Brytyjskiej Kolumbii. Swe prace naukowe poświęcił przede wszystkim Conradowi, stając się jednym z wybitnych znawców jego twórczości (aktualnie trwają prace redakcyjne nad zbiorem jego conradologicznych pism, z których kilka ukazało się także w przekładzie na język polski).


Zdjęcia ze spotkania w Lublinie, fot. Jarosław Wach.


Andrzej Busza jest prawdziwym obywatelem świata – „ziemcem” – jak metaforycznie nazwał swoją kondycję Czaykowski lub „Kosmopolakiem”, jak z kolei nazwał siebie Jacek Kaczmarski. Objaśniając w Lublinie specyfikę swego poetyckiego imaginarium, w którym wiele miejsca zajmują motywy biblijne i problematyka Bliskiego Wschodu, Busza wyjaśniał, że jego krajem dzieciństwa była Palestyna, a rodzinnym miastem Jerozolima. Czy z racji genów, czy może wychowania w wielojęzycznym środowisku, ma niezwykły lingwistyczny dar. Posługuje się kilkoma językami i ciekawy innych, szybko nawiązuje z nimi kontakty. W restauracji na lubelskiej starówce, w której tuż przed spotkaniem jedliśmy obiad, zaczął sympatyczną rozmowę z hiszpańskimi studentami. Bardzo się ucieszyli, słysząc, że ktoś zwraca się do nich w ich ojczystym języku. Pomyślałam sobie wtedy, że Busza dobrze rozumie ich wyobcowanie i radość z usłyszenia własnej mowy w obcym otoczeniu. Po przejściu na angielski jego wiersze tłumaczył na polski Bogdan Czaykowski (nadając im często swą autorską sygnaturę, akceptowaną przez autora). Po śmierci przyjaciela jego anglojęzyczne liryki i opowiadania przekładają na polski: Roman Sabo, Beata Tarnowska, Justyna Fruzińska oraz Jacek Gutorow. Ich przekłady zamykają wydany w 2016 roku wybór wierszy Atol w opracowaniu redakcyjnym i z posłowiem Janusza Pasterskiego.

O meandrach swojej biografii i twórczości opowiadał także w Lublinie urodzony w 1956 roku w Lesku Roman Sabo, poeta, eseista i tłumacz, wywodzący się z pokolenia emigracji solidarnościowej, którego po przybyciu na początku lat 80. do Vancouver serdeczną opieką otoczyli Bogdan Czaykowski i jego żona Jaga. Czaykowski pomógł mu w sfinalizowaniu już w Kanadzie magisterium oraz zachęcił do studiów doktoranckich na Uniwersytecie w Toronto. Ożeniony z Irlandką Sabo ma obok Polski i Kanady jeszcze jedną wybraną ojczyznę – Irlandię. Z pasją, wirtuozerią i znawstwem kulturowych oraz językowych niuansów od kilku lat przekłada na język polski niełatwe utwory noblisty Seamusa Heaneya. Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie ma nadzieję je wkrótce opublikować, a wtedy staną w szranki z przekładami m.in. Stanisława Barańczaka. Może to być dla nich znacząca konkurencja, choć Sabo koncentruje uwagę przede wszystkim na lirykach dotąd na polski nietłumaczonych lub takich, które, jego zdaniem, zawierają w polskich translacjach istotne błędy i uproszczenia (jest bowiem także zapalonym krytykiem polskich przekładów Heaneya). Kilka ze swoich tłumaczeń przeczytał na lubelskim spotkaniu, co stanowiło także subtelne nawiązanie do działalności przekładowej patrona miejsca – Czechowicz był m.in. jednym z pierwszych polskich tłumaczy utworów T.S. Eliota i Carla Sandburga.

Prezentowane na lubelskim spotkaniu tomy poetów z Vancouver bardzo się od siebie różnią. Atol. Wiersze wybrane Buszy zwraca uwagę perspektywą uniwersalną, a w ostatnich wierszach, iście kosmicznym, zabarwionym katastrofizmem spojrzeniem na Ziemię i człowieka z odległego dystansu. Podwórko Saby to poemat wysnuty z pamięci dzieciństwa i wczesnej młodości spędzonych na Górnym Śląsku – pełen charakterystycznych detali, rzeczy i zjawisk, które odeszły lub odchodzą w przeszłość. Ten tom-poemat bardzo przypomina mi poetyką, skądinąd wysoko cenionego przez Sabę, Janusza Szubera, ale i zakorzenione w irlandzkiej odmianie angielszczyzny oraz realiach życia codziennego Zielonej Wyspy utwory Heaneya.

Poeci czytali wiersze z nowych książek poetyckich, ubarwiając lekturę anegdotami, dotyczącymi okoliczności ich powstania. Spotkanie przebiegło w niezwykle sympatycznej atmosferze, co potwierdzają wspaniałe fotografie bohaterów spotkania, dokumentujące paletę przeżywanych przez nich emocji: od smutku i zamyślenia po radość i wybuchy śmiechu.

Po spotkaniu redaktorzy „Akcentu” zaprosili nas do siedziby redakcji. I tam nastąpiła kolejna miła, przyjacielska część spotkania – wielkim czekoladowym tortem i toastami uczciliśmy przypadające dzień wcześniej – 17 listopada 2017 urodziny Andrzeja Buszy. Rozmowom i anegdotom nie było końca. Około północy ruszyliśmy do Domu na Podwalu przez magiczną lubelską starówkę, a drogę oświetlały nam kuliste latarnie i księżyc – niczym z wierszy Czechowicza oraz poetyckiego dialogu przyjaciół Buszy i Czaykowskiego – tytułowych liryków tomu Pełnia i Przesilenie.

Także przedpołudnie następnego dnia było pełne wrażeń. Już rano podczas śniadania z inicjatywy pana Andrzeja zapoznaliśmy się ze słynnym aktorem Jerzym Zelnikiem. Okazało się, że ten gościł w Vancouver z obejrzanym przez Andrzeja Buszę spektaklem opartym na wierszach Czesława Miłosza (choć – jak nas zapewnił – prywatnie woli utwory Zbigniewa Herberta). Później Waldemar Michalski oprowadził nas po starówce, ciekawie opowiadając o bogatej historii Lublina.


Roman Sabo w Muzeum Czechowicza.



Pogoda nam wyjątkowo sprzyjała i dodatkową atrakcją dla naszych gości była samochodowa podróż przez urokliwą polską prowincję na trasie Lublin – Rzeszów, gdzie  oglądaliśmy rozmaite atrakcje – niekiedy architektoniczne kurioza, jak współczesna rezydencja w formie zminiaturyzowanego średniowiecznego „zamku”, ale też podziwialiśmy niezwykłe wyżynne pejzaże i zabytki wiejskiej architektury, zwłaszcza wodne młyny, które zachwyciły Romana Sabę.


Święto 150. „Akcentu”


14 grudnia 2017 r. już sama wybrałam się do Lublina na świętowanie wydania 150., monograficznego numeru „Akcentu”, który redakcja zatytułowała „Marszałek Józef Piłsudski w dziełach kultury i w świadomości społecznej. 150. rocznica urodzin”. Numer to wyjątkowo obszerny i ciekawy – ukazujący różnoraką obecności tej wybitnej postaci w kulturze i to nie tylko polskiej, ale też litewskiej, ukraińskiej, rosyjskiej, niemieckiej i włoskiej. Gratulowałam redakcji oryginalnego pomysłu – wpisującego się w obchody stulecia odzyskania niepodległości w roku 2018. Z wielu tekstów oraz ciekawych ilustracji zapamiętałam pomysł szukania przez Grzegorza Józefczuka śladów obecności Marszałka w twórczości Brunona Schulza, Lechosława Lameńskiego wywoływanie „ducha Piłsudskiego” w ekscentrycznych wizjach rzeźbiarskich Stanisława Szukalskiego czy wreszcie wstęp do badań osobliwości stylu wodza poczyniony przez Anetę Wysocką oraz wizualną dokumentację znamiennej dla dwudziestolecia międzywojennego, ale także „zmartwychwstającej” na naszych oczach pomnikomanii, która doprowadza do powstania rozmaitych kuriozów, jak choćby oglądany przez nas w czasie powrotu z Lublina dwa tygodnie wcześniej konny pomnik Marszałka niemal po brzuch Kasztanki wkopany w ziemię (jak się dowiedziałam niedawno, to bardzo trudne zadanie stworzyć stabilny konny pomnik....). Żarty żartami (na nie zawsze jest miejsce), ale znakomita część jubileuszowego numeru, jak i towarzysząca jego promocji uroczystość w Trybunale Koronnym na lubelskiej Starówce, miały wyraz podniosły i uroczysty.

W krótkiej laudacji podczas wręczania redaktorowi naczelnemu prezentu od redakcji „Frazy” – efektownego rysunku naszej współpracowniczki Marleny Makiel-Hędrzak, dziś profesor Wydziału Sztuki UR, ale wcześniej studentki i absolwentki Wydziału Sztuki UMCS w Lublinie, stworzonego przez nią podczas pleneru w Lublinie i zawierającego charakterystyczne motywy tamtejszej starówki – kamieniczki oraz gołębie przed Katedrą, wspomniałam, że szczerze zazdroszczę „Akcentowi” szacunku, jakim się cieszą u władz miasta i województwa oraz lubelskich hierarchów. To osobny, rzekłabym nawet, polityczny dar twórcy pisma i od początku po dziś dzień jego redaktora naczelnego, Bogusława Wróblewskiego, który umożliwia, powstałemu na fali wydarzeń sierpnia 1980 r. pismu, trwać i rozwijać się pod każdą władzą. Podziwiam też umiejętność dobierania przez założycieli pisma współpracowników i autorów, stałego odmładzania redakcji oraz wymyślania ciekawych tematów „na czasie” – jakim jest także numer dedykowany Marszałkowi Piłsudskiemu. Wyznałam także, że choć pisma literacko-artystyczne od zawsze ze sobą rywalizują, to „Akcent” był zawsze dla redaktorów „Frazy” wzorem i opoką, przede wszystkim zaś grupą wypróbowanych przyjaciół, na których pomoc możemy zawsze liczyć, których lubimy i cenimy.

Miło też było spotkać się na święcie „Akcentu” z dawno niewidzianymi znajomymi i przyjaciółmi: profesorami Jerzym Święchem i Leszkiem Mądzikiem oraz ukraińskim pisarzem i politologiem Mykołą Riabczukiem, który dziękował redakcji za zawsze serdeczne i gościnne przyjęcie oraz uwagę i miejsce, jakie stale poświęcają sprawom Ukrainy oraz ukraińskiej kulturze. Poznałam także legendę alternatywnego teatru – twórcę Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, Włodzimierza Staniewskiego, który podobnie jak poznański pisarz i krytyk Sergiusz Sterna-Wachowiak odebrał przyznaną mu przez redakcję „Akcentu” nagrodę honorową za wybitny wkład w rozwój polskiej kultury.

Przedpołudnie następnego spędziłam na spacerze m.in. wokół słynnego lubelskiego cmentarza żydowskiego, na którym spoczywa żydowskim mistyk Widzący z Lublina, przypominającego o wielowiekowej, tragicznie zakończonej Zagładą obecności tej wspólnoty w Lublinie. Jej dzieje i nieistniejącą już żydowską dzielnicę poznałam kilka lat wcześniej w trakcie odwiedzin w Ośrodku Brama Grodzka. Zwiedziłam także Muzeum Okręgowe na lubelskim zamku, gdzie kolejny raz nie udało mi się obejrzeć słynnej Kaplicy Świętej Trójcy, ale za to zachwyciła mnie wspaniała kolekcja sztuki ludowej i naiwnej oraz mile zaskoczył podczas oglądania wystawy archeologicznej grób psa sprzed tysięcy lat. Zatem i nasi przodkowie kochali i szanowali czworonogi...

Cóż powiedzieć – Lublin zawsze był i jest dziś także jednym z najważniejszych ośrodków polskiej kultury. Każda wizyta w tym niezwykłym mieście, spotkanie z sukcesywnie powiększającą się grupą znajomych i przyjaciół utwierdza mnie w tej opinii.


Magdalena Rabizo-Birek




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio