Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Jacek Gutorow


CIEMNE WIERSZE O WYRAŹNYM KONTURZE


Recenzując na łamach „The New Criterion” ostatni jak dotąd tom wierszy Henri Cole’a (Nothing to Declare, 2015) William Logan oznajmił: „Już od pewnego czasu jest jasne, że Cole to najważniejszy amerykański poeta przed sześćdziesiątką”. Z rezerwą odnosimy się do tego rodzaju entuzjastycznych ocen. Pozostaje jednak faktem, że mamy do czynienia z ważnym zjawiskiem na mapie współczesnej poezji anglojęzycznej. Nie chodzi przy tym o estetyczną rewolucję czy pojawienie się nowego, oryginalnego języka poetyckiego. Nie będąc związanym z żadną szkołą czy estetyką, poeta chętnie przyznaje się do najważniejszych tradycji kojarzonych z dwudziestowieczną poezją amerykańską. To twórca, któremu udało się wypracować własny idiom i który konsekwentnie odkrywa przed nami pokłady lirycznej wyobraźni i wrażliwości – czyni to jednak nader oszczędnie i bez ambicji otwierania okien bądź wyważania drzwi.

Twórczość poetycka Cole’a bez wątpienia zasługuje na poważne potraktowanie i omówienie. Warto zwrócić uwagę na uwagę na rozwój jego języka poetyckiego, docenić podjęty przezeń wysiłek reaktywacji zastanych tradycji literackich, tudzież poddać analizie najważniejsze jakości i momenty wizji poetyckiej. Wypada zaznaczyć, że Cole jest autorem nierównym, stale poszukującym własnego głosu i testującym jego możliwości. W najlepszych momentach jest to poezja wysokiej klasy – dodajmy, że jak każda wielka twórczość, tak i ta dość skutecznie opiera się wysiłkom tłumacza. Można rzec, że stanowi ona udaną kontynuację tradycji amerykańskiej poezji modernistycznej, zwłaszcza w tych jej wariantach, które kojarzymy z konwencjami autobiograficznymi i konfesyjnymi (wymieńmy choćby Roberta Lowella czy Johna Berrymana). Jeśli wziąć pod uwagę najdojrzalsze teksty poety, przytoczona powyżej opinia Logana, dla niektórych być może kontrowersyjna, daje się obronić.

Jak najkrócej scharakteryzować profil poetycki autora Middle Earth? Zacznijmy od tego, że Cole jest poetą wrażliwym na formalny kształt i przebieg wiersza. Jego zdaniem tekst poetycki przemawia do nas nie tylko za pomocą znaczeń poszczególnych słów, obrazów czy metafor, ale również poprzez intonację zdania i retorykę wypowiedzi, które są albo ściśle związane z przyjętą konwencją albo też odzwierciedlają grę gatunkami – ten drugi przypadek jest w poezji nowoczesnej, jak wiadomo, częstszy, choć akurat w twórczości Cole’a stanowi raczej wyjątek niż regułę. Można mówić o swego rodzaju formalizmie, zarówno na poziomie leksyki (poeta dobiera słowa, zdecydowanie odrzucając ideę poezji jako rejestracji mowy potocznej bądź językowego eksperymentu), warstwy syntaktycznej (mamy do czynienia z pełnymi, gramatycznymi zdaniami, niepozostawiającymi żadnych niedopowiedzeń czy niejasności), jak i całych tekstów, autonomicznych i obrysowanych grubą kreską. Cole lubi powoływać się na tradycyjne gatunki poetyckie. Dodajmy, że do jego ulubionych form wiersza należą quasi-balladowy tetrastych, pojawiający się zwłaszcza we wcześniejszych tomach, a także sonet, medium nieledwie faworyzowane przez poetę; warto wspomnieć, że Cole jest nazywany przez niektórych krytyków najciekawszym kontynuatorem tej formy lirycznej na obszarze poezji anglojęzycznej.

Po drugie, typowy wiersz Cole’a to zapis w trybie medytacyjnym, odzwierciedlającym poruszenia i antynomie uważnego, obserwującego, poszukującego umysłu. W dojrzałej poezji amerykańskiego autora odnajdujemy tropy nasuwające myśl o twórczości modernistów, przede wszystkim Wallace’a Stevensa, Elizabeth Bishop i Jamesa Merrilla, ale także kontynuatorów poezji modernistycznej, czasami nie do końca oczywistych, jak choćby John Berryman z dojrzałego okresu swojej twórczości. Mamy do czynienia z poezją niespieszną, pozbawioną cięć czy elips, raczej wyciszoną, rozwijaną meandrami i łagodnymi zakosami. Cole unika wyraźnych efektów intertekstualnych i trudno w jego przypadku mówić o grze z tradycją. Interesuje go raczej badanie własnej świadomości, jej stanów i odmian, tudzież umiejętne jej rozpisywanie na stateczne sekwencje przenikających się, nierzadko symbolicznych obrazów. Bodaj najważniejszym przykładem takiej rejestracji jest długi wiersz Wydma (Dune), składający się z sześciu zwrotek-sonetów i stanowiący swego rodzaju kulminację twórczości Amerykanina.

Tekst ma charakter zdecydowanie medytacyjny, a jednym z jego najważniejszych tematów jest napięcie pomiędzy chaosem płynnej rzeczywistości a wysiłkiem umysłu próbującego narzucić jej ramy i odkryć niepodważalną sankcję bytu rzeczy. Z jednej strony mamy „pijany plaster miodu połyskujący bursztynowym blaskiem” z otwierającej wiersz zwrotki, tudzież modernistyczny z ducha i litery „stos pokruszonych obrazów” ze zwrotki ostatniej – z drugiej zaś marzenie o poezji poddanej rygorom formalnym (stąd rygor sonetu: wiersz chce spełnić własne marzenie) i pojawiające się w pewnym momencie „wielkie otwarte oko”, będące dwuznaczną figurą wolności i podporządkowania. Wydmę można interpretować jako luźny zbiór refleksji współczesnego Robinsona, który próbuje ułożyć się z nieprzewidywalnym, chaotycznym światem, a zarazem wyraźnie odczuwa własną samotność: samotność ducha w obliczu obojętnego bytu.

Po trzecie, jest to poezja balansująca pomiędzy trybem konfesyjnym a narzuconym sobie imperatywem artystycznego obiektywizmu. Niektórzy krytycy zwracają uwagę na intymistyczny charakter tekstów Cole’a, obsesyjnie krążących wokół kilku tematów o dosadnie autobiograficznym wydźwięku. Wiele wierszy poświęconych jest matce poety (traktuje o niej w zasadzie cały zbiór Touch). W kilku miejscach pojawia się wspomnienie ojca, choć biorąc pod uwagę autotematyczne tło tej twórczości należałoby go uznać za wielkiego nieobecnego. Mamy sporo utworów roztrząsających naturę związków uczuciowych, przede wszystkim na tle nieoczywistego, choć jednoznacznie artykułowanego homoseksualizmu poety. Poezja Cole’a traktuje o niełatwej akceptacji własnej seksualności, tudzież o przybieranych przez tę ostatnią formach, złożonych i przewrotnych. Można chyba określić ją mianem poezji miłosnej... Wydaje się wreszcie, że kwestie filozoficzne czy religijne (a są one dla poety najwyraźniej istotne) interesują autora Middle Earth przede wszystkim w kontekście jego własnej biografii, nadającej im status problemów osobiście przeżytych i przemyślanych. Naturalnym żywiołem tych wierszy pozostaje, moim zdaniem, żywioł autobiograficzny. Cole pisze siebie, poprzez siebie i w swoim imieniu. Podpisu bądź inicjału spodziewajmy się gdzieś pomiędzy linijkami albo w którymś z rogów wiersza.

Co ciekawe, sam poeta odrzuca, i to dość zdecydowanie, łatkę poezji konfesyjnej. W ważnej rozmowie opublikowanej latem 2014 roku na łamach pisma „The Paris Review” konsekwentnie odżegnuje się od idei poezji osobistej (personal poetry), opisując swoje wiersze w kategoriach kunsztu i dyscypliny artystycznej. Przeciwstawia się także wizji tekstu poetyckiego jako terapii: „terapia polega moim zdaniem na odnajdywaniu właściwych słów i układaniu ich we właściwym porządku; odsłanianie siebie nie ma w sobie nic terapeutycznego”. Nie trzeba chyba dodawać, że współgra to dość dobrze ze wspomnianą fascynacją Cole’a idiomem modernistycznym. Kilka intuicji odnajdziemy w krótkim wstępie, jakim poeta poprzedził wznowiony niedawno przez wydawnictwo Farrar, Straus and Giroux tom Johna Berrymana 77 Dream Songs.

Znaczący jest już sam fakt nawiązania do Berrymana, twórcy problematyzującego prawomocność trybu autobiograficznego i instytucję liryki osobistej, choć zarazem piszącego w wyraźnej intencji pewnego „ja”. Jest to „ja” zwielokrotnione, w dużej mierze skonstruowane, dopuszczające momenty fikcji, oddające się grze poetyckiej wyobraźni i wrażliwości. Wydaje się, że charakterystyczny dla późnej twórczości Berrymana polifoniczny, wielokrotnie przełamany i zmutowany głos stanowi dla Cole’a istotne odniesienie. Nie jest ono jednak wyraźne. Autor Middle Earth jest poetą zdecydowanie bardziej dobrodusznym i, by tak rzec, prostolinijnym. Dość powiedzieć, że nie odnajdujemy u niego choćby próby zmierzenia się z liryką roli czy też poważniejszego zakwestionowania sensu pierwszoosobowej narracji.

Po czwarte, jest to poezja, w której centrum znajduje się ciało i przeżycie własnej cielesności. Wiersz jest dla Cole’a przedłużeniem instynktu i próbą odsłonięcia sfery podświadomej, nie poprzez zapis oniryczny, lecz w trybie trzeźwej, nierzadko bezwzględnej świadomości procesów biologicznych i fizjologicznych. Poeta często pisze o stanach psychicznej i fizycznej dezintegracji, mnożąc obrazy cierpienia, bólu, fizycznego przemijania i śmierci – odróżnia go to zresztą, i to dość zdecydowanie, od bliskich mu poetów amerykańskiego modernizmu, preferujących wizję wiersza już to imaginacyjnego (Stevens), już to powściągniętego (Williams). Warto w tym kontekście zauważyć, że wiele tekstów poświęconych jest zwierzętom, prawie wszystkie przeniknięte są żywiołem animalnym, bardzo często ciemnym, nieuświadamianym i ślepym, choć czasami przekształcanym w precyzyjne opisy doznań zmysłowych. Sądzę, że lwią część dorobku amerykańskiego poety można by określić mianem bestiarium, przy czym byłoby to bestiarium ponowoczesne, opisywane w kategoriach postkartezjańskich – takie chociażby, o jakim w wielu późnych tekstach pisał Derrida. Czytelna jest problematyzacja, a nawet zatarcie różnicy pomiędzy ludzkim i zwierzęcym. Jesteśmy jednak dość daleko od literatury o charakterze pastoralnym czy ekologicznym. Animalna (by nie rzec: animistyczna) poezja Cole’a jest mroczna i brutalna, a jej ostrze (styl) zwraca się przeciwko temu wszystkiemu, co zwykliśmy kojarzyć z cogito, racjonalnością i światłem rozumu. Żadnego oświecenia, zdaje się mówić autor Middle Earth. Wręcz przeciwnie: rozwiązanie zagadki ludzkiego istnienia kryje się w ciemnym wnętrzu ciała i ducha.


Co istotne – i niech to będzie ostatni punkt w tym hasłowym opisie poetyki Amerykanina – Cole odżegnuje się od ponowoczesnej koncepcji literatury jako otwartego, niekonkluzywnego zapisu procesów wyczerpania sensów i narracji. Zdecydowanie bliższa jest mu modernistyczna wizja zamkniętego, autonomicznego wiersza i wyrazistego przesłania, które przybiera formę solennych konstatacji i czytelnych obrazów. Mamy oczywiście do czynienia z trybem poetyckim, więc margines ironii i wieloznaczności jest spory. Wydaje się jednak, że Cole nie ma serca do literatury kwestionującej własną retorykę. Preferuje styl bezpośredni i możliwie nieskażony, a w jego wypowiedziach często pojawia się motyw poetyckiego powołania, od czasu do czasu jest też mowa o długu zaciągniętym u takich poetów jak Robert Lowell, Josif Brodski czy Seamus Heaney. W odczuciu autora Touch wiersz jest, a w każdym razie powinien być, świadectwem egzystencji, zapisanym czystym, wyraźnym charakterem pisma. Przede wszystkim zaś – tajemnicą obrazu którego nie da się rozłożyć na pierwsze elementy.


Jacek Gutorow




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio