Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Dźwięki strojne w biel i pamięć (VI Lubelski Przegląd Piosenki Strojne w Biel, czyli Zima z Bazuną)


Mroźny styczeń przysłonięty śniegiem przyniósł wraz z początkiem roku 2017 VI edycję Lubelskiego Przeglądu Piosenki Strojne w Biel, czyli Zima z Bazuną. Nad dwudniowym festiwalem odbywającym się w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Lublinie patronat objął Kwartalnik Literacko-Artystyczny „Fraza”. „Strojne w biel” to wers z wiersza Józefa Czechowicza Zima, natomiast podtytuł „Zima z Bazuną” nawiązuje do Ogólnopolskiego Turystycznego Przeglądu Piosenki Studenckiej „Bazuna”. Lubelski przegląd ma w nim swoje korzenie – od 2012 r. jest jego festiwalem-córką. Za cel postawił sobie promocję piosenki autorskiej, turystycznej i poezji śpiewanej. W tym roku organizatorzy wydarzenia oprócz tradycyjnej muzycznej kategorii konkursowej przygotowali po raz drugi Turniej Jednego Wiersza i po raz pierwszy Turniej Jednego Zdjęcia.

Początek festiwalu, czyli piątkowy wieczór 20 stycznia 2017 r. rozpoczął się występem siedmiu wykonawców piosenki autorskiej i poezji śpiewanej. Oceniało ich jury w składzie: Klara Kistelska, Jerzy Krużel, Milena Lis-Rudzka oraz Bogusław Nowicki (przewodniczący). W gronie muzykujących znaleźli się przedstawiciele różnych pokoleń, zespoły i soliści. Pierwsze miejsce zdobył reprezentant zespołu Klaus Trzaska Band – Bartek Kazimierczak z Chełma. „Średniej wysokości brunet” – jak zaprezentował się w zgłoszeniu – brawurowo wykonał dwa utwory, akompaniując sobie jednocześnie na gitarze i harmonijce ustnej. Rytmiczny, wymagający dobrej dykcji Wujek oraz nieco bardziej melancholijny Stary rybak na tyle spodobały się oceniającym, że artysta został poproszony o wykonanie dodatkowej, trzeciej piosenki.

Z podobną prośbą spotkali się zdobywcy drugiego miejsca – dwuosobowa reprezentacja zespołu Sprzedawcy Dymu, która przyjechała z Kielc. Erotykiem ze wschodu, Erotykiem z łezką i Erotykiem wiosennym wprowadzili do muzycznego wieczoru miłosne akcenty. Wokalista Mariusz Olejarz nie omieszkał jednak dodać, że „ten erotyzm to tylko takie gawędziarstwo”. Na trzecim miejscu uplasował się zespół Namotane z Kozłowa koło Garwolina. Podczas koncertu laureatów, który odbył się drugiego dnia festiwalu, wokalistka Maryla Oklesińska podkreśliła, że z trzecim miejscem czują się jak zwycięzcy. Inni wyróżnieni również nie kryli radości. Uwagę jury zwrócił przebrany w mundur armii carskiej wokalista i akordeonista Dawid Król, student lubelskiego UMCS. Publiczność przyznała swoją nagrodę Sprzedawcom Dymu. Werdykt odczytał Jerzy Krużel, redaktor Polskiego Radia Rzeszów prowadzący w nim Magazyn Piosenki Studenckiej „Mikroklimat”.

Po muzycznej części konkursowej w piątek występy rozpoczęli goście – począwszy od laureatki ubiegłorocznej edycji Strojnych w Biel, Moniki Kowalczyk. Jej recital składał się z autorskich piosenek do własnych kompozycji muzycznych. Każdej z piosenek towarzyszyła krótka opowieść o okolicznościach jej powstania i inspiracjach. Wiele historii brzmiało bardzo poruszająco i – podobnie jak cały występ tej artystki – niezwykle autentycznie. Następnie swoje utwory zaprezentowało multiinstrumentalne trio Melodyka z subtelną pianistką i flecistką, skromnym gitarzystą i energiczną skrzypaczką o porywającym folkowym głosie. Piosenki zaprezentowane przez Melodykę wprowadzały w zadumę i przygotowały słuchaczy do kolejnego punktu programu, jakim było ogłoszenie przez Józefa Bilskiego, organizatora festiwalu, wyników konkursu fotograficznego.

Jury w składzie: Franciszek Znamierowski (przewodniczący), Józef Bilski i Jeremi Jastrzębski, postanowiło nie przyznawać I nagrody. Drugą nagrodą uhonorowano Tomasza Pojnara z Krosna za fotografię Prządki, trzecią przyznano Agacie Witkowskiej z Lublina za fotografię Białe drogi. Wyróżnieniem za niebanalne podejście do tematu konkursu uhonorowano za fotografię Słodsza odsłona bieli Jarosława Wasińskiego z Leska.

Z wynikami Turnieju Jednego Wiersza zapoznał zebranych Tomasz Kowalczyk, przewodniczący jury, w skład którego weszli także: Józef Bilski, Jeremi Jastrzębski i Waldemar Taurogiński. I miejsce przyznano ex aequo Mariuszowi Kusionowi z Bielska-Białej za wiersz Niezbędnik oraz Januszowi Pyzińskiemu z Dębicy za wiersz Modlitwa. II nagroda, również ex aequo, powędrowała do Mirosława Welza z Rymanowa-Zdroju za wiersz W Łopience i Krzysztofa Witaszka z Lublina za wiersz Zranione sacrum. III nagrodę otrzymali Michał Witold Gajda z Wrześni za wiersz Zachwyt oraz Wojciech Szczurek z Mielca za wiersz Baza ludzi z mgły. Wyróżniono Mariusza Ziółkowskiego ze Starego Jasińca za wiersz W domu. Jurorzy podkreślili wysoki poziom tegorocznego turnieju poetyckiego oraz łączący się z tym trud ustalenia werdyktu.

Przewodniczący jury zatrzymał się przez chwilę przy osobie Michała Witolda Gajdy, który o przyznaniu mu nagrody w Turnieju nie zdążył się dowiedzieć, ponieważ zmarł 15 stycznia 2017 roku. Dwa dni przed śmiercią dotarł do niego nakład ostatniego, czwartego tomiku poetyckiego Samospełniająca się przepowiednia. Tomasz Kowalczyk wspomniał, że przyjaciele „Miszy” rozpoczynają akcję pomocy w dystrybucji jego książek, zachęcając do ich zakupu. W tym roku nie można ich było jeszcze zakupić, ale stanie się to podczas kolejnej edycji festiwalu. Tym razem można było nabyć tomiki poezji, płyty i pamiątki związane z aktualnym przeglądem, wyroby ze skóry producenta Senti Leatherwork i noże surwiwalowe marki Ted Harmon Knives.

Pierwszy dzień festiwalu zakończył się koncertem Bogusława Nowickiego, pisarza, satyryka i barda, autora terminu „piosenka z tekstem”. Z charakterystyczną dla siebie swobodą i poczuciem humoru nawiązał bliski kontakt z publicznością i pozwolił wszystkim zebranym poczuć się wspólnotą. Dobrze znane, śpiewane podczas imprez piosenki, zamieszczane w wielu śpiewnikach, okraszał anegdotami, przywoływał wspomnienia. Wieńcząc swoim występem pierwszy dzień festiwalu, pokazał, że poezja może o sprawach istotnych opowiadać w sposób lekki i zabawny.

Drugi dzień festiwalu rozpoczęła Elżbieta Kruglik, dziewczyna z gitarą, następnie w muzyczną Podróż do kresu pieśni zabrał publiczność duet Tomasz Rokosz i Bartłomiej Abramowicz. Po ich występie ogłoszono wyniki Turnieju Piosenki, wręczono nagrody i ponownie zaprezentowano laureatów. Józef Bilski wspomniał przy okazji ważne dla organizatorów i uczestników festiwalu osoby: Leonarda Cohena, dziennikarza Przemka „Chmielu” Chmielewskiego, poetę Michała Gajdę, którzy w ostatnim czasie odeszli „na niebieskie połoniny”. Ich pamięć uczczono piosenką pod tym tytułem, którą razem z publicznością zaśpiewał Marcepan Dzieżgowski, związany z Bieszczadami wędrowny uliczny artysta. Nastrój radykalnie się zmienił, gdy tuż po nim na scenę wkroczył szantowy zespół Syndrom Beczki, rozbawiając publiczność żartami i zachęcając do klaskania podczas piosenek.

W ramach przeglądu Strojne w Biel odbywa się co roku „Spotkanie z Poetą”, czyli wieczór autorski oraz rozmowy o poezji. Gościem tegorocznej edycji miał być Ryszard Szociński, jednak ze względu na pogarszający się stan zdrowia nie był w stanie dotrzeć na spotkanie. O jego twórczości rozmawiali i prezentowali jego wiersze Józef Bilski i Mirosław Welz. Opowiadali o swojej przyjaźni z pochodzącym z Urzędowa na Lubelszczyźnie poetą, który od lat 70. XX wieku mieszka w Bieszczadach. Wspominali spotkania w prowadzonej przez niego Atamanii Bieszczadu, kiosku-galerii w Cisnej, gdzie turyści mogą zakupić tomiki poezji oraz „dusiołki na wszelakie szczęście”. „Spotkanie z Poetą” wzbogaciła prezentacja poświęconego Szocińskiemu, zrealizowanego przez TVP Rzeszów, programu z cyklu Zakapiorskie Bieszczady. W ramach „Spotkania z Poetą” swoje wiersze zaprezentowali także rozmówcy, a Maria Lamers, krakowska pieśniarka, nauczycielka emisji głosu w Wyższej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, wykonała kilka piosenek do tekstów Welza.

Festiwalowy wieczór zwieńczyły trzy koncerty. Jako pierwszy zagrał zespół Pod Fryzjerką, który do Lublina przyjechał z Ciechanowa. Poetyckimi bluesami z folkową nutą zdobyli słuchaczy na tyle skutecznie, że w trakcie przerwy po ich płytę Antymianownik ustawiła się długa kolejka. Następnie wystąpiła Małgorzata Lipińska z Zespołem, a po niej trio Mysza, Bart i Czaro, czyli dawna kapela Na Bani. Wszystkie trzy występy były popisem kunsztu wykonawców, współgrania ze sobą dźwięków, rytmów, treści i wprowadzeń do kolejnych piosenek. Prezentowały nie tylko łączącą artystów muzykę i poezję, ale również ich sceniczną przyjaźń. Choć występy zakończyły się grubo po północy, publiczność domagała się bisów. I nic w tym dziwnego, gdyż właśnie koncerty finałowe były najmocniejszym akcentem dwudniowego wydarzenia.

Dyrektor festiwalu Józef Bilski dziękował szczególnie dwóm osobom, bez których impreza by się nie odbyła: „Pierwszą z nich jest konferansjer Jan Szewczak. Jego czujne oko, poczucie humoru i opanowanie sceny ratowało nas z niejednej opresji. Drugą jest akustyk Maciej Stępień. W pojedynkę, mimo pewnych braków sprzętowych i licznych składów zespołów zapewnił artystom i publiczności komfort wymiany wrażeń i emocji”.


Co o styczniowym weekendzie w Lublinie, pełnym pięknych i mądrych słów, dźwięków i obrazów powiedzieliby ci, którzy niedawno odeszli, a których pamięć podczas wydarzenia wciąż była żywa? Może coś zbliżonego do trawestacji fragmentu Ballady o żołnierzu, który chciał walczyć wykonanej przez Małgorzatę Lipińską: „A zima tego roku piękna miała być i świecić miały gwiazdy jak gdyby nigdy nic”. Istotnie, tak było podczas dwóch styczniowych dni w Lublinie.


Aleksandra Nizioł



Ps. 1
Organizatorami VI Lubelskiego Przeglądu Piosenki Strojne w Biel, czyli Zima z Bazuną byli: Fundacja Kulturalno-Artystyczna Testudo, Wojewódzki Ośrodek Kultury w Lublinie oraz , Restauracja Zielony Talerzyk. Więcej o festiwalu można przeczytać na stronie: www.strojnewbiel.cba.pl.
Ps. 2
Poniżej prezentujemy utwory nagrodzone podczas Turnieju Jednego Wiersza.



Mariusz Kusion


Niezbędnik


bankowe love story skończyło się nagle
wraz z drobną czcionką w kolejnym aneksie
kupiłem instrukcję montażu rzeczywistości
jak mebli z Ikei (aby żyło się lepiej)


łatwiej je sprowadzić niż cud gospodarczy
do państwa nadopiekuńczego
gdzie złote żyły prowadzą donikąd
orientalne bogactwa wylewają się
z serialu w najlepszym czasie antenowym


można spotkać siebie prawie na żywo
dzięki tanim lotom do światów równoległych


umysł powoli przeżuwa i przeżywa od nowa
każde słowa które nie padły choć powinny
podczas publicznej debaty o nowelizacji
w prawie pracy dla zbędnych inteligentów



Janusz Pyziński


Modlitwa


Ojcze nasz ten sam
który na roli nieba siejesz chabry
i złotą kulę mlecza toczysz
zmieniając konsystencję światła
w lektykę cienia gdy staje się ogniem


wybudzasz na nowo dźwięk pustego dzwonu
wplatając w ciemne włosy nocy pięciolinie cykad
i w obłoki spokój najwierniejszy polom
gdzie lato w zwiewnej sukni maków
spaceruje po miedzy z partyturą pieszczot


Ojcze nasz podobny do mojego
wiążesz koniec z końcem siejąc i zbierając
dajesz miejsce i czas na zakolu rzęsy
– mgnienie jakże trudne w śpiewającej krwi
pożądane gdy ból wnika głębiej niżby mógł


ze skarpy lęku wracasz z niepamięcią
czarnych kotów i stłuczonych luster
milcząco
naprawiasz błąd za błędem jak zepsutą zabawkę
która nieopatrznie wypadła mi z rąk


pod strzechą gdzie jaskółcze gniazda
szczebiotem wypełniały przestrzeń
płot wybudzając i malwy
ze snów o glinianym dzbanie


czas się poruszał strzelaniem z bata
w leniwym rytmie końskich kopyt
pszeniczną wiarą sycąc dzień
cierpliwie przesiewaną w palcach


ile mi jeszcze jej zostało ile brakło
bym cień wędrujący mógł dogonić
jak się dogania nieodwracalne
kiedy już kra zamieni się w wodę


tak trudno z plątaniny słów wysupłać sens
kolejnych paranoi z połaci pooranych dłoni
zamodlonych na sen tamtych miejsc w kościółkach
gdy Ty na przeciwległym brzegu sadzisz sad
a ptaki niebieskie roznoszą ziarna pestek


pozwól mi Ojcze uśmiechnąć się
na myśl że przecież kiedyś wzejdą
gdy pękną chmury wyleje się deszcz
a świt zakwitnie znów tęczą
i potoczy się syty pękaty wóz


jak łza po zmarszczkach twarzy



Mirosław Welz


W Łopience

Księdzu Piotrow


W Łopience
Świat jest mały
Mniejszy od dziupli w lipie


Cały
W Jezuskowej rączce
Maminym umileniu


Reszta
Jest kurzem
Na drodze


A człowiek
Istny cud
Staje się



Krzysztof Witaszek


Zranione sacrum


– Gdzie tu stary kościół, który nie pracuje?
O tam! Tak jak te drzewa.


Podziwiamy obiekt sakralny
materialno-duchowe wnętrze
na chwałę bożą ludzkimi rękami
w lepszych czasach uczynione.


Kształty i proporcje może nieco prostackie
– jesteśmy w końcu na wsi –
niby pochodne dalekiego panteonu
z cegły słomy i wapna.


Mech i krzaki pną się ku górze
razem ze ścianami.


Z tęczowego łuku patrzy Święta Matka
na dziury, gruz, zbutwiałe okno,
witraż rozbity
i kalosz kołchoźnika.


Gdzie podział się człowiek?
Wierni uciekli, zabrano księdza,
spłoszył się ministrant,
pan organista – wstąpił do nieba.


Porąbano ołtarze,
spalono żywcem ławki,
rozpruto obrazy, zabito drzwi.
Dach sam się potem zawalił.


Został tylko Bóg,
cisza
i zapach zgnilizny.


Stuletnia pani Zofia z kluczem w ręku
otwiera drzwi
do zranionego sacrum
na ukraińskiej ziemi.



Michał Witold Gajda


Zachwyt


Staliśmy gdzieś na ścieżce wśród zmrożonej bieli,
gdzie kły sczerniałych pniaków lód srebrem oprawiał,
a wiatr gwizdał na zboczu, jak zbłąkany pocisk.
Ludzie we wsi już dawno spokojnie zasnęli,
gdy nad nami rozpływał się mglisty parawan
chmur, pełznących leniwie ku dolinie nocy.


Nieostrożnie odsłonił nieskalany sekret
przepaści nad głowami. Pokazał ułamek
roziskrzonej otchłani nad skalną krawędzią
i czekał na zaklęcie, aż je ktoś wyrzeknie,
bo zdało się, że szczyty nagle poczerniałe,
zapadają się w ciszę i z nią na nas pędzą.


I to był właśnie moment, króciutki jak błyski
słonecznej iskry w oku górskiego kryształu.
Ożywcze objawienie, przelotne katharsis
wśród znaków jaśniejących w chłodzie ponad wszystkim,
gdyż Ktoś je poukładał kiedyś i powstało
Słowo, gdy my płyniemy rzeką wyobraźni.



Wojciech Szczurek


Baza ludzi z mgły


Bieszczady są samotne każdej wiosny
barłogi koniarzy daleko
próżno o piosenkę smętną prosić
nie ma kogo – chwile przez palce ciekną


zimy sok
z drzew czas kraść
po co – noc
przyszłość tka


Bieszczady są samotne każdej wiosny
zieloność trochę dłużej zwleka
jak to w górach – piórka śnieg nastroszył
znowu maja spragniony doczekać


mały krok
brakiem tchu
poprzez noc
późną noc
nie wyjadą – na kołkach kapelusze
znów Bieszczady samotne zostaną
jak to wiosną – którą ścieżką uciec
by się unieść jak dawniej z mgłą poranną


lichy ślad
rzeki nurt
czemu trwa
przecież już


do Bazy ludzi z mgły
nie zajadą więcej konie
dym o wczoraj nie opowie
spójrz – bieleją sny



Mariusz Ziółkowski


W domu


o tym co ważne
wiedzą łzy które są nieme
i bezszelestne drzewa


nie wyrzucę krzesła
dlatego że jest inne
zapytam tylko o pocałunek
na powitanie





powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio