Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Karol Maliszewski


Poezja: „potencjalne błędy w zapisie”



W twórczości Klary Nowakowskiej znalazło swój wyraz przekonanie o nieadekwatności języka w stosunku do dynamicznie zmieniającego się, wymykającego się świata. Te sygnały wydają się najważniejsze: niepewna wyrażalność „ja” nakłada się na świadomość błędnego rozpoznawania rzeczywistości. Zapisywanie mylnych tropów staje się nowym tropem, notowanie kolejnych omyłek rozumu i lapsusów języka nie kończy się bezsilnością. Choć na pierwszy rzut oka bohaterka wydaje się zamknięta w ciasnym świecie, zastygła w bryle lodu („jestem w klepsydrze”), a jej mówienie brzmi jak monologowanie autystycznego dziecka, są to tylko pozory. To zaledwie punkt wyjścia, stylistyczny fundament praktyki duchowej zmierzającej do ujawnienia zarysów pewności. Nie wierząc w grunt pod stopami, szuka się go jednak. Często przywoływanym słowem w pierwszej fazie twórczości jest słowo „kontur”. Toczy się gra o uszczegółowienie podstawowych dla tego małego świata spraw, rzeczy i wartości, o obrysowanie ich konturem. Nawet rozważania o ułomności języka, wciąż pozostającego na niejasnej granicy jawy i snu, wywołują to ratunkowe hasło: „językiem otwórz kontur,/ dogrzeb się do mowy”. A robić to należy po to, by nie dać się inercji, rutynie i martwocie zgodnie podsuwającym gotowe, więc puste już, formuły, mechanicznie kadrującym określone wycinki rzeczywistości. Tylko poezja może temu stawić opór, odświeżając widzenie, uruchamiając ciąg własnych, niepoprawnych skojarzeń. Pojawiające się w tytule debiutanckiego zbioru zrosty (Łódź 1999) można rozumieć i w ten sposób. W sensie autobiograficznym są to „obrazki warszawskie”, kadry z wczesnej młodości w tym mieście – z ważną adnotacją o tym, że „dziewczyna z ostrym/ profilem [...] pozostaje// poza kadrem”.

Widać ją wyraźniej w następnych wierszach kojarzonych już z życiem we Wrocławiu. Są to na początku „wodne wiersze”, dość nieokreślone, szukające zaczepienia w materii i żywiole obmywającej wszystko wody, a także miłości, a potem coraz wyraźniejsze, konkretne, wręcz topograficzne, dostępujące wtajemniczenia w miejsce i życie wypełniających go ludzi, w jakikolwiek rodzaj zaangażowania. Tom Ulica Słowiańska (Wrocław 2012) w całości poświęcony jest wspólnocie określanej przez miejsce i jednocześnie to miejsce określającej. Cichy głos poetki scala wszystkie rozproszone dźwięki i barwy lokalności w bezpośredniej i sugestywnej narracji.

Nie znaczy to, że uzyskano całkowitą pewność w kwestii prostej siły oznaczania i znaczenia, że bohaterka zupełnie otrząsnęła się z młodzieńczego autyzmu. „Znak wodny” tej poezji odciska się na każdym następnym zdaniu, nie zważając na coraz bieglej opanowywane formy. Nazwałbym to „gestem konfuzji”. Bo co znów wybrało się z teatru świata? Maleńką, jakby już chromą od początku, scenkę, której nadaje się większe znaczenie i wikła w symbolizm. Z całą świadomością, że w zgodzie z niepisaną konwencją odgrywa się te „większe znaczenia”, obrysowuje kontury – rzekomo wiele mówiące nagłe szczeliny między istniejącym a reprezentowanym. Ale jest w tym też pokora, jakaś mnisia asceza, wahanie, niepokój. Z tekstowego wyroku świat nie może sprostować naszych kolejnych błędnych rozpoznań, uroszczeń, urojeń – jak mówi się w którymś niedokładnie tu cytowanym utworze. Tym większa odpowiedzialność po stronie zapisującej ręki, troska o nieskłamaną dyspozycyjność medium, skoro poezja jawi się jako rosnący w arytmetycznym postępie ciąg złudzeń, błędów, przeinaczeń. Niekiedy jesteśmy pewni tylko tego, że nie mamy nic ponadto, że te przeinaczenia najlepiej, jak umieją, mówią coś ważnego o człowieku.

Taka filozofia wymusza myślenie o powściągliwej formie i stopniowym redukowaniu jej kompetencji. Wspomniane poczucie odpowiedzialności ma wpływ na lakoniczność wyrazu. Nowakowskiej piszą się wiersze coraz krótsze. Tak jakby chciała powiedzieć dość „zakłamywaniu świata” albo też „okłamywaniu samej siebie”. Jedno i drugie („dany świat” i „sama ja”) w świetle tych wierszy wydaje się wmówione, umowne. Któregoś dnia wiele lat temu nastoletnia Klara postanowiła zerwać prostolinijną umowę i wypowiedzieć obligatoryjny kontrakt. Najnowsze wiersze dojrzałej poetki potwierdzają, że nie ustąpiła ani na krok. Dalej jest czujna, podejrzliwa, ironiczna i czupurna. Może tylko wiara w skuteczność (czy też konieczność) frenetycznego „obrysowywania konturów” jakby już mniejsza.


Karol Maliszewski




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio