Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści


Sołomon Bart


***


Tam, tam – do bezlicego gnicia.
Uwolnić się z niewoli życia.
Uwolnić z ducha, z ciała, z błogiej
Gnuśności swojej, bólu, trwogi.
I czułość przestać kochać aż:
Wpół zapomnianą twoją twarz.


***


Myśmy prorocy i zwiastuni.
We mgle przed ułudnymi drzwiami -
Pragniemy niewymownej spójni,
Niewysłowionych słów czekamy.

Nad nami niebo, bezdeń nieba,
Jego milcząca pustka wieczna.
A pod nogami skórka chleba
I śmierci meta ostateczna.

Ale zepsuciśmy, okrutni -
Łapiemy, żremy i sny śnimy.
Myśmy prorocy i zwiastuni
Nieistniejącej wszak krainy.


***


Wiosenny nieboskłon. Wiosenny też cmentarz.
Żałobna pieśń prosta i święta,
Jak gdyby wraz z wiosną nadeszło Zaśnięcie
I tchnęło spokojem – kwitnięcie.

I wiedzie, prowadzi aleja krzyżowa.
I zda się – bez śpiewu, bez słowa –
Ta wiosna z mą śmiercią złączyła się więzią
W przybytku zielonych gałęzi.

I słońce opadło. I dzień jest przybity.
I cicho – za próg modrolity –
Pokornie stąpając – przenieśli, skupieni,
Ostatni poranek na ziemi.


***


Daj mi jałmużnę, Panie Boże!
Wszystko, co zdarza się i ziszcza,
Wszystko, co chciwe serce trwoży –
To tylko proch, kwitnące zgliszcza.

Bez liku wiosen i uniesień.
Dusza jest mroczna i szalona.
Póki nie przyjdzie serca jesień,
Mądrości wiosna trwa przedzgonna.

Miłość... lecz przez nią się smucimy...
Wszystko, co zdarza się ziszcza:
Miganie twarzy, dworców dymy –
To tylko proch, kwitnące zgliszcza.

Bądź miłosierny! Daj mi, Boże,
Na nędzę, bym ostatnim tchnieniem
Śmiertelne błogosławił łoże
I mrok ócz pustych nieskończenie.


***


Spiętrzenie lat... Wszystkiego, wszystkiego
więzienie:
cichych staruszek, pajęczyny, much...
A obok, obok –
rykiem, wizgiem,
sykiem ołowiu, graniem bębna –
o waleczności, która mogłaby być bohaterskim czynem...
o waleczności, nędzy, o gronach trujących,
palcach poskręcanych –
ręko, żebraczko, uboga – ręko, duszo moja –
ostatnia niewolnico na tym ziemskim święcie...
Byłaś dzieckiem
i liście o poranku, pamiętasz, szeleściły...
i ścieżką szła dziewczyna ku zorzy,
ku zamkniętym oczom...


***


Ciągnie się dookolna droga –
Droga do góry, w dół prowadzi,
W prawo i w lewo – z łaski Boga,
Nie stój tej drodze na zawadzie!

Nie buduj płotu, częstokołu,
Mocnego domu ani bramy.
Niech będzie wiatr i wolność w koło,
Takie to obyczaje mamy.

Gdy tylko się obudzisz z rana,
Żebyś ją czuł i wchodził śmiało,
Wchodził bez prawa i pytania
Z najskrytszych sił odwagą całą –

Tutaj, gdzie jest, gdzie nie ma drogi,
Gdzie częstokoły, domy stoją
I gdzie wyziera wszędzie z progu
Swój smutek i więzienie swoje.

1939


***


Za oknem – lato pokonało –
Uwiądł i umarł pierwszy listek.
Aromatyczna śmierć i śmiałość
W ogromnych ramach szelest, szelest.
Głęboki zmrok. Zmrok promienisty.

Śpiewają czubki drzew zielonych,
....................................................
I jeszcze jadą eszelony,
I nocnych armat grzmot stłumiony –
Podziemny huk, podziemny grom.

O wiele ciszej w rzeczy samej
Umiera pierwszy zwiędły listek.
Skuleni ledwie oddychamy
I głosu śmierci wciąż słuchamy,
I głos ten młody jest i czysty.

1939


***


Tak jest ze wszystkim. I ciągle tak bywa.
Wzlatują skały. Kruszy się urwisko.
Spójrz, jaką dziwną tajemną kursywą
Dym się unosi nad trawą złocistą.

Od łun pożarów zrobiło się widno.
Tajnie i mrocznie płonie wokół ziemia.
Jesteś tym, który ma wspaniały wygląd.
I to jest kłamstwem. Lecz to bez znaczenia.

Przestwór rynsztoku. Ma moc nawałnicy
Dżuma i sława. Nie było ci mało?
Wszyscy pijemy z tej samej szklanicy.
Mam zabić się? I w śmierci życie spało.


***


Oszołomiony nagłym gromem –
Pomyka pyłek rozigrany
Nad starym młynem, ponad domem
Grzmi jeszcze grom niespodziewany.

Powietrzne przepływają promy –
Obłoki i burzowe chmury.
Zmierzwiony stogu profil stromy,
Na rzece lekki nalot bury.

Oszołomiony nagłym gromem,
Zakołysałeś się niechcący.
W swej ręce niosłeś wiązkę słomy,
A na ramionach bryłę słońca.


***


Ze spuchłych dachów łzy rzęsiste,
Z dziecięcych oczu strugi deszczu płyną.
O rosy moje, rosy wy srebrzyste,
Pierwsza, ostatnia ma godzino!

Jak umieranie pośród gór,
Jak gwiazd podwodny nurt,
Śni mi się taki wolny ruch,
Zniknięcie, radość, strach.

I nic nie jest smutniejszym i dotkliwszym,
– Te przyciśnięte do szyb twarze dzieci! –
Niż być wrażliwym, najwrażliwszym
I tylko złu poświęcać się na świecie.

1940

Sołomon Bart
przełożył Zbigniew Dmitroca



powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio