Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

Marcin Wyrembelski


Jest sobie pewien pisarz…

Już pierwsze zdania opowieści i dobór postaci Ermanna Cavazzoniego (urodzonego w 1947 roku) dają wyrazistą próbkę jego stylu i humoru, przy czym tak pod jednym, jak i drugim względem nie jest on wcale samotną wyspą na oceanie włoskiej literatury, choć pośród żyjących włoskich twórców bez wątpienia nie ma sobie równych. Obdarzony bujną wyobraźnią, stylistycznie soczysty, tworząc swoje fantastyczne literackie światy, nawiązuje do najznamienitszych włoskich literackich wzorców. Nie byłoby pewnie Cavazzoniego i zabawnych perypetii jego postaci, gdyby nie jego czytelnicza przygoda z dziełami Ludovica Ariosta i Mattea Marii Boiarda, których ślady odnajdziemy zarówno w rysach bohaterów jak i w narracyjnej kresce.

Na twórczość Cavazzoniego składa się kilka powieści – wymienię choćby dwie najważniejsze – jak Il poema dei lunatici [Poemat lunatyków] czy Cirenaica [Cyrenajka], wznowiona niedawno pod tytułem La valle dei ladri [Dolina złodziei]. Poza tym napisał też Cavazzoni kilka zbiorów opowiadań, że wspomnę chociażby Brevi vite di idioti [Krótkie żywoty idiotów] czy Gli scrittori inutili [Niepotrzebni pisarze]. Cavazzoni to oczywiście nie tylko satyra i komizm. Kiedy myślę o bohaterach zaludniających narracyjne przestrzenie jego utworów, przypomina mi się cytowana jako motto w Pociągu do Stambułu Grahama Greena i w Żywotach ludzi nieznanych Giuseppego Pontiggii myśl amerykańskiego myśliciela George’a Santayany: „Wszystko w naturze jest liryczne w swojej esencji; tragiczne w jej przeznaczeniu i komiczne w jej egzystencji”. Otóż bohaterowie zaludniający opowieści Cavazzoniego tacy mi się właśnie wydają: komiczni w swojej egzystencji, ich przeznaczenie bywa czasem tragiczne, w swojej esencji zaś bywają liryczni – może dlatego wzbudzają czułość, zwykle odczuwaną wobec tych, którzy są wyobcowani, bezradni, zmarginalizowani, nieudaczni.

Na tych wszystkich cechach musiał się poznać sam Federico Fellini, skoro na podstawie Poematu lunatyków – była to dość swobodna ekranizacja – nakręcił swój ostatni film Głos księżyca (1990) z Robertem Benignim i Paolem Villaggiem w rolach głównych. Bohater tej powieści, Salvini, włóczy się po spowitej wieczną mgłą, noszącej znamiona krainy odrealnionej Nizinie Padańskiej, jakby leżącej poza granicami znanego nam i poznawczo osiągalnego świata, i szuka dowodów na istnienie głosów zamieszkujących studnie, szuka wiadomości zostawianych w zakorkowanych butelkach wrzuconych do tychże, jak również tropi, wiedziony niepohamowanym zewem przygody, licznie zamieszkujące okolice i objawiające się mieszkańcom Matki Boskie.

Na drodze swej wędrówki spotyka całą galerię postaci, komicznych i groteskowych, wszelkiej maści dziwaków, zastępy grabarzy, stałych bywalców barów i emerytów na rowerach. Towarzyszyć mu będzie pewien paranoiczny, emerytowany prefekt, niejaki Gonnella, przekonany, że ma do wypełnienia jakąś ważną, zleconą przez ministerstwo misję. A jak się kończą ich przygody? Salvini traci powoli swoją tożsamość, nie wie już, kim jest, nie pozostaje mu nic innego jak wrócić do domu wariatów, z którego uciekł i spisać to wszystko, co przeżył. Postaci, które wydawałyby się trzecioplanowe albo epizodyczne, wysuwają się w twórczości Cavazzoniego na plan pierwszy; autor gromadzi, ściąga z marginesów, stawia w centrum świata wszystkich szaraczków, maluczkich, wyrzutków i autsajderów, otaczając ich szczerą i bezinteresowną troską.

Ale na tym chyba muszę skończyć… mówić o humorze, wyjaśniać jego naturę jest jakby tłumaczyć dowcip, same z tego szkody, a żadnego pożytku, wypadałoby więc czytelnika zostawić sam na sam z tekstami. Przytoczone tu opowiadania pochodzą z wyżej wymienionych zbiorów Krótkie żywoty idiotów i Niepotrzebni pisarze, i nie były jako dotąd, tak samo jak i inne teksty autora, nigdy po polsku publikowane. W przypadku pierwszego ze zbiorów bawi się Cavazzoni z hagiograficzną tradycją, podobnie jak przed nim zrobił to inny włoski pisarz, wspominany już wcześniej (w kontekście cytatu George’a Santayany) Giuseppe Pontiggia, który w swoich Żywotach ludzi nieznanych powołał do życia zmyślone biografie sławnych nieznanych. W przypadku natomiast drugiego zbioru opowiadań są to zabawne, zmyślone rzecz jasna, historyjki z życia pisarzy, zjadliwa satyra na literackie kółka wzajemnej adoracji, pisarskie poplecznictwo czy przywary hermetycznego literackiego środowiska.

Na koniec zamiast cytatu, gwoli jeszcze egzemplifikacji humoru pisarza, zacytuję opowiedziany przezeń podczas jednego ze spotkań z czytelnikami sen, w którym dochodzi do pojedynku Richarda Nixona z Enrikiem Berlinguerem, przywódcą Włoskiej Partii Komunistycznej w latach 1972–1984: „Pewnej nocy przyśnili mi się Nixon i Berlinguer, byliśmy w miejscowości Vernazza. Nixon nadchodził z prawej strony, a Berlinguer z lewej. Obaj trzymali w ręce pistolety. Zbliżali się do siebie, a ja mówiłem: »Mamma mia, co teraz będzie?!«. Byli coraz bliżej i bliżej, a kiedy już stanęli naprzeciwko siebie nagle skrzyżowali pistolety, po czym wybuchli gromkim śmiechem. Wówczas i ja się roześmiałem”.

Terry Pratchett powiedział, że „kiedy stwórca składał ten świat, miał mnóstwo znakomitych pomysłów, jednak uczynienie go zrozumiałym jakoś nie przyszło mu do głowy”. Cavazzoni nie wyjaśnia nam świata, nie dlatego, że ten pomysł nie przyszedłby mu do głowy, ale dlatego, że nie leży to w jego literackich zamiarach, jako (s)twórca ma wiele znakomitych pomysłów i je realizuje. Być może jednak, gdyby czynił ów świat zrozumiałym, nie byłoby nam do śmiechu?

***

Zamieszczone tu przekłady powstały we współpracy ze studentami w ramach prowadzonych przeze mnie zajęć na Uniwersytecie we Florencji. Autorami tłumaczeń są poza mną: Gaia Bisignano, Julia Gierczyk, Karolina Gieroś, Katsiaryna Karachun, Anna Ligaj, Monika Maciejewska, Barbara Owsiak, Edyta Raczyńska, Wiktor Węglewicz. Ostateczny kształt przekładów jest owocem redakcyjnej pracy italianistki i tłumaczki Katarzyny Skórskiej, bez której przekład byłby może i dobry, ale nie byłby tak dobry jak jest. Pragnę jej więc za redakcyjną opiekę i wszelkie traduktologiczne sugestie gorąco podziękować. Serdecznie dziękuję także samemu autorowi, Ermannowi Cavazzoniemu, za zgodę na nieodpłatną publikację swoich opowiadań.

Marcin Wyrembelski

powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio