Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Antoni Matuszkiewicz


*

Schylony by podnieść

z posadzki ziemi

grudkę ten swój świat


*

Idą drogą między zielenią żyta i cmentarzem

w pełni słońca on mocno obejmuje ją w pół

wapienny mur muskając tylko drugą dłonią


*

Piątka spłoszonych czapli

śnieżny gwiazdozbiór dnia

wybucha z niewidzialnego

rozpędza prosto w Słońce

ciągnąc jak węgiel czarne

szczudła wyprężonych nóg

gdy trzeba było wrócić


*

Złudzenie prawie pewność

ktoś przyszedł stoi w sieni

w bramie albo na schodach

nie znany ktoś zapomniany

mistrz przyjaciel kochanka

doczesna miłość i wieczna

ktoś od początku wewnątrz


*

Ostry czerwony świt

Wszystkich Świętych

sprawdzam czy znów

kominek się rozpali

wyjmuję zimną dłoń

w popiele całą białą


*

Czarny mak biała pszenica miód

niewidzialna złota tajemnica

na świeży obrus na grób


*

Wierzby srebrne jeszcze

olchy już kwitną liliowo

tylko świerkowy monolit

wieczność nieprzenikniona

pozwala płytkiej wodzie

wciąż z drżeniem się czcić


*

Ucichły już Genezis i Exodus

płonie paschał rusza procesja

ze światłem każdy się trzyma

swojej świecy topnieje szybko

i jeszcze parzy zmarzłe palce


*

Słowa Valery muzyka Debussy

lecz już cichną obydwaj jestem

w ogrodzie umieścił mnie Bóg


*

Wyjdę nie zamknę

radia niechaj trwa

harmonia Schubert

w pozornej pustce

może z łaski może

dla jakiejś nagrody

coś nas tam doleci

z tego życia tutaj


Antoni Matuszkiewicz



powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio