Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Warta trwa. O łączności pokoleniowej, inspiracjach, sukcesach i wyzwaniach z pisarzami roczników siedemdziesiątych rozmawia Adam Bienias


Adam Bienias W poprzednich numerach „Frazy” próbowałem podsumować twórczość pisarzy z roczników pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. W waszym przypadku będzie to trudne, bo mimo wielu sukcesów literackich, jesteście wciąż młodymi twórcami. Ale powstało już wiele opracowań dotyczących waszego pokolenia. Mam tu na myśli chociażby zredagowaną przez trio Marecki, Stokfiszewski i Witkowski książkę Tekstylia. O „rocznikach siedemdziesiątych. Dziękuję, że zechcieliście odpowiedzieć na tych kilka pytań. Chciałbym, abyśmy spojrzeli na literaturę waszego pokolenia trochę wyrywkowo i z męskiego punktu widzenia. Bo należy podkreślić, że oprócz literatury męskiej (jeśli tak mogę ją określić) są w waszym pokoleniu uznane i świetne pisarki, jak chociażby Sylwia Chutnik, Dorota Masłowska, Agnieszka Wolny-Hamkało, Maria Cyranowicz. Są poetki piosenki, za które z całą pewnością uznałbym Kasię Nosowską i Melę Koteluk. Jest i Michał Witkowski, który zaproszenia do tej rozmowy nie przyjął, tłumacząc się jedynie, że jako „Michaśka” może wypowiedzieć się w innej ankiecie... Chciałbym zacząć jednak od krótkiego pytania. Czy, waszym zdaniem, istnieje pokolenie „roczników siedemdziesiątych”, czy istnieją tylko „pisarze – osoby urodzone w latach siedemdziesiątych”? Co łączy was poza datą urodzenia? 

Sławomir Shuty: Mam wrażenie, że roczniki siedemdziesiąte nie utworzyły jednolitej formacji artystycznej, nie miały jednego pisma, wokół którego mogłyby się skupiać – jak w przypadku „brulionu” – w zasadzie każdy mieszkał w innej części Polski i spotykaliśmy się od czasu do czasu przy okazji różnych literackich eventów, podczas których nie dyskutowano linii programowej, tylko uprawiano rozrywkę. Mówienie o pokoleniu zawsze było mi obce, pokolenie oznacza przynależność do jednej grupy wyznaniowej, co dla mnie jest tematem obcym, no chyba że to moja grupa wyznaniowa. Roczniki siedemdziesiąte pisały w sposób zróżnicowany, każdy był w pewnym sensie indywidualnością, jedynym podobieństwem jakie można było znaleźć, to potrzeba poszukiwań i eksperymentów, zarówno fabularnych, jak i językowych.

Bohdan Sławiński: Myślę, że wystawienie na promieniowanie wspólnej historii, ale mutacje różnorodne.

Jacek Dehnel: Wiem, że ta matematycznie rzecz biorąc dekada trwa do końca 1980, ale ja zawsze byłem wzrokowcem i raczej widziałem się w rocznikach z ósemką, czyli osiemdziesiątych. Ale ani w jednym, ani w drugim przypadku nie czuję żadnej pokoleniowej bliskości. W dwóch antologiach bliskich mi poetów, które składałem, czyli w Six Polish Poets i Il vetro e sottile, są poeci z roczników sześćdziesiątych – od 1963 do 1970: Anna Piwkowska, Tomasz Różycki, Maciej Woźniak, Dariusz Suska, Natalia de Barbaro, Agnieszka Kuciak, z jednym jedynym wyjątkiem – Joanny Wajs, która jest moją rówieśniczką; równocześnie bliżej mi jest do niedawnego debiutanta, Szymona Słomczyńskiego, młodszego ode mnie prawie o dekadę, niż do większości poetów urodzonych w okolicach „karnawału Solidarności”. To tylko data.

Daniel Odija: Ja również raczej nie podpisuję się pod moim pokoleniem. Pod żadnym pokoleniem nie podpisuję się. Nie uznaję „pokoleniowości”. Choć pewnie jesteśmy tymi rocznikami, które pamiętają czas przełomu w Polsce i wyjścia z komuny na wolność. A poza tym jako ośmioletni kibic pamiętam hat-tricka Zbigniewa Bońka w meczu z Belgią na mundialu w Hiszpanii. No i wygraną Polski 5:1 z Peru. Młodsi pamiętać tego nie mogli, a starsi pewnie wspominają inaczej. Pamiętam też zamach na Jana Pawła II, bo akurat miałem urodziny. I pamiętam jak kleiłem taśmy magnetofonowe, które często zrywały się, od wielokrotnego słuchania.

Wojciech Brzoska: To pytanie, tak mi się wydaje, powinno być raczej skierowane do krytyków czy historyków literatury, aniżeli do samych poetów czy pisarzy. Co łączy mnie z innymi poetami urodzonymi w latach siedemdziesiątych? Z niektórymi kompletnie nic, z innymi się przyjaźnię, z jeszcze innymi jesteśmy dobrymi znajomymi. Tak po ludzku. Natomiast co łączy nasze pisanie? Na to pytanie także powinni odpowiedzieć krytycy i historycy literatury.

Adam Bienias: Wydaje mi się jednak, że pewne podobieństwa wskażecie, wymieniając pisarzy, muzyków czy reżyserów, którzy inspirowali wasze pokolenie.

Sławomir Shuty: I znów mogę mówić o sobie. Książki, które najbardziej na mnie wpłynęły to: Zwrotnik raka Millera, Podróż do kresu nocy Celine’a, W drodze Kerouaca, Piekielny Brooklion Selby’ego, opowiadania Babla, ale też Gogol. Co do filmów – Zagubiona autostrada Lyncha, Urodzeni mordercy Stone’a, a jeżeli chodzi o muzykę, to moją największą miłością z tamtych lat był Velvet Underground, Einstürzende Neubauten, Ministry (psalm 69) oraz Fudge Tunnel..

Bohdan Sławiński: Inspirowali zazwyczaj tacy, których słowo już poza życiem, czasem o rok, czasem o wiek. Zastygli jak pszczoły w bursztynie, złudzenie nieskończoności.

Jacek Dehnel: Nie wiem, bo, prawdę mówiąc, nie miałem z tym łączności: nigdy nie byłem w żadnych grupach poetyckich, stowarzyszeniach, nie przytuliłem się do żadnej redakcji pisma ani koła młodego literata przy Pałacu Młodzieży. Szedłem zupełnie osobnym torem, czytałem to, co było w domu na półkach, czyli głównie klasykę XX wieku, kieszonkowe wydawałem na kasety a później płyty z muzyką klasyczną. Z filmów w liceum największe wrażenie robił na mnie Greenaway, Bergman, kino artystyczne oglądane na pokazach w gdańskim Żaku. A tymczasem dookoła był Kurt Cobain, Pearl Jam, Cranberries, czyli rzeczy, których do dziś nie potrafię skojarzyć z brzmieniem czy konkretną piosenką, bo pamiętam to wyłącznie jako napisy na koszulkach i plecakach moich kolegów i koleżanek.

Daniel Odija: W podstawówce słuchało się The Cure, Depeche Mode, U2. Wchodził trash metal z Metallicą na czele. Ale dla mnie przełomem był grunge: Nirvana, Soundgarden, Pearl Jam, Alice in Chains. Na każdej imprezie obowiązkowo musiało polecieć Smells like theen spirit Nirvany, no i do przytulania Kayleigh Marillion. O literaturze mogę tylko powiedzieć w swoim imieniu. Z początku czytałem dużo fantastyki, głównie z magazynu „Fantastyka”. Pamiętam Wiedźmina – debiutanckie opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego. No a później przyszła fascynacja Gombrowiczem, z której musiałem się leczyć, bo jego pisanie infekowało moje pisanie. Oczyszczenie nastąpiło, gdy na studiach zetknąłem się z prozą Charlesa Bukowskiego i Andrzeja Stasiuka. Co do filmów, to nigdy nie zapomnę przygód z Lśnieniem Kubricka, Krótkim filmem o zabijaniu Kieślowskiego, Hair Formana, no i Seksmisją Machulskiego.

Wojciech Brzoska: Proszę wybaczyć, ale ja w paru zdaniach chyba nie dam jednak rady odpowiedzieć na tak złożone pytanie...

Adam Bienias: Porozmawiajmy więc o sukcesach. Co uważacie za największe osiągnięcie literatury polskiej po roku 2000?

Sławomir Shuty: Jak dla mnie jest to Wojna polsko-ruska... Masłowskiej.

Jacek Dehnel: Sukcesem jest większa świadomość tego, że powieść trzeba skonstruować, a nie wylać z kubła. Plus bogactwo dykcji poetyckich.

Wojciech Brzoska: Największej osiągnięcie literatury polskiej po 2000 roku to jej różnorodność i niezależność.

Bohdan Sławiński: Że nie zginęła...

Daniel Odija: Zawsze proza Wiesława Myśliwskiego. Może jeszcze proza Andrzeja Stasiuka i Olgi Tokarczuk, twórczość Jacka Dukaja, felietonistyka Jerzego Pilcha... I może jeszcze poezja Darka Suski, Tomasza Różyckiego, Marcina Świetlickiego.

Adam Bienias: Powiedzcie zatem na koniec czy waszym zdaniem „roczniki siedemdziesiąte” odbębniły już wartę? (śmiech) Co jest jeszcze do zrobienia w literaturze polskiej? I co wy chcielibyście do niej wnieść?

Sławomir Shuty: Jak wspomniałem wcześniej nie jestem za podziałem na pokolenia, więc myślenie o powinnościach jest mi obce. Myślę, że każdy z tych, którzy debiutowali na przełomie lat 90. i dwutysięcznych ma jeszcze wiele do zrobienia i pewnie zrobi. W obecnej literaturze martwi mnie jedna rzecz – odnoszę wrażenie, że skończyło się miejsce do eksperymentów, a literatura zmierza w kierunku popularnym. Jeżeli zaczynasz kombinować, czy to na poziomie języka, czy fabuły, to jesteś skazany na niszę

Jacek Dehnel: Jak to odbębniły? Literatura to nie balet, piłka nożna ani policja, robi się do śmierci, czyli na ogół grubo po 67 roku życia. Co jest do zrobienia? Są dobre książki do napisania. W tej kwestii nic się nie zmieniło od zarania piśmiennictwa.

Wojciech Brzoska: Jest z pewnością do napisania sporo dobrych wierszy i książek. To zamierzam.

Daniel Odija: Nie wiem, co jest jeszcze do zrobienia w polskiej literaturze. Ale wiem, co ja chcę napisać, tylko nie powiem, bo nie mam w zwyczaju mówić o swoim pisaniu.

Bohdan Sławiński: Warta trwa, i wciąż pisany werblem…. literatury grób nieznanego żołnierza, słowem, marsz, marsz, marsz. Słowem, prawa, lewa. .

Adam Bienias: Dziękuję wam za krótką rozmowę a także za fragmenty twórczości, które przekazaliście dla „Frazy”. 



powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio