Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

Lubow Jakymczuk

MORELE DONBASU

Tam, gdzie nie rosną morele, zaczyna się Rosja

Twarz węgla

Z oczami niebieskimi jak morze
z włosami jak
nieco przerzedzony len

jak sztandar zatknięty
w kopalniany chodnik
stoi po kolana w wodzie
mój tata
 
jego twarz jest jak węgiel
z odciskiem przedpotopowego skrzypu
 
stratowane latami 
morze twardnieje na sól
trawa na węgiel,
a tata jak ostnica –
siwieje
 
Jest mężczyzną,
a mężczyźni, jak uczy reklama,
nie płaczą
 
jego policzki wąwozami
pocięła kopalnia
węgiel wyrąbany z jego twarzy
spłonął w piecach Donbasu
i jego paleniskach
 
a gdzieś tam nad tatą
stoi hałda
jak smok
jak sfinks
na straży swojego Tutenchamona
 
i tylko ja wiem,
że ta hałda w stepie
to kapsle z butelek
opróżnionych przez tatę
i popiół z papierosów
przez tatę wypalonych

Hałdy piersi

Drzewa
Jak kredki
Powtykane wzdłuż drogi
I tylko czasem ciężarówka przejedzie
Wśród stepu do kreski lasu
Donbas! Donbas!
Szepce komin
Słońcu na ucho

Stoisz
w uniformie
węglowego agenta
i pachniesz perfumą
reagentów

Jestem kobietą
Mój żywioł to woda,
ale to nie tylko robienie herbaty
czy mycie naczyń – nie!
Chociaż kobiet nie biorą do kopalni,
biorą do sortowni
I myję węgiel,
jakbym myła warkocze
Rozdrabniam go,
jakbym kroiła ziemniaki
Albo mieliła mięso
w maszynce fabryki
i omaszczam tłuszczem
roztopionym –
doprawiam ten barszcz
reagentami

Słuchaj te komplementy
o urodzie donbaskich dziewczyn
mają sens,
gdy zobaczy się te fabryki
gdy zjedzie się do kopalni
i wykąpie w trujących wodach
odstojników
gdzie spuszczają wywar
z tego mojego barszczu,
gdy wejdzie się na hałdę
i pogrzebie w jej bebechach
dokładniej – w grubym jelicie
A przedtem
gdy się zobaczy kwiat moreli
delikatny i biały kwiat moreli
a jesienią
jej żółte włosy
z wysokości
kopalnianego transportera

Morele w kaskach

Wykwitły morele Donbasu
we wszystkich fragmentach nieba
włożyły morele kaski
Wiosna minęła

Było ich dwudziestu
Wszyscy młodzi
Przed trzydziestką
Rozwiązało się równanie
i zostało ich dwudziestu
tylko nie ma już z czym ich równać
Oni wisieli
Na włosku
stalowego drutu
Wisieli w windzie
jak w arce Noego
po potopie

Drut urwał się
Winda spadła
Rozpadli się w wolnym locie
I stali się wolni
Tak, wolni
Jak morelowe drzewa
wyrwane z korzeniami

Było ich dwudziestu
I zostało dwudziestu
Ta liczba rozwiązała równanie
Z długością rzędu
Na cmentarzu
A mój tato nie zdążył
i dorównać
Mój tato wtedy zastygł w węglu
A oni wznosili się coraz wyżej i wyżej
W gumowych butach
I pustymi flaszkami
I z ciałami jak chorągiewki
Wznosili się do aniołów
Tutaj
I teraz babcie wnukom
bajki przekazują
o morelach
w kaskach

Bajka mojej babci

Kiedy łzy
Kamienieją na sól
Kiedy morze w brzuchu
Staje się kopalnią
Wymierają mamuty
i rodzą się ludzie z gestem
Zamieniają odwagę na wódkę
i przyjmują się do pracy

Zaczekaj!
Ta kopalnia cię połknie
Ta piękność z ciemną skórą
Z kamienia
Może to jej posągi rzeźbili Scytowie
Wśród rozczochranych jak górnicy stepów
Zaczekaj!
Ona urodzi ci martwe morze
Nie ma sześćdziesięciu w talii
piersi obwisły jej do pasa
Nie zachodź do niej
Możesz nie wrócić
jak dziecko w matce
które nie chce się narodzić


On zanurzył się w niej raz
I wrócił ze łzami w dłoniach
On zanurzył się w niej raz drugi
I wrócił z solą w dłoniach
On zanurzył się w niej raz trzeci
I pełne dłonie węgla
Pociągnęły na dno
Podziemnego morza

Morelowe drzewa wyciągnęły ręce do nieba
Morelowe drzewa włożyły jaskrawożółte kaski
I teraz, gdy jesz morele
W środku mają węgiel
Koniec bajki

Księga aniołów

Masz zęby ciemne i dziurawe
Jak te hałdy
Masz oczy szare i cierpkie
Jak odwrócone korzenie
Ałczewskiego dymu
który rośnie w górę
I wszędzie się przyjmuje
Jak wierzby

− Moje zdrowie słabe
ale żałować mnie nie trzeba
wydobywam trawę, ale nie byle jaką,
a kamienną
spod ziemi
spod nieba
kiedyś było tu morze
Rosły gigantyczne trawy
Na niej kołysały się anioły
Trawa słuchała ich rozmów
Zapamiętywała słowa
Zamieniała się w torf
On tracił wodę
Stawał się esencją wszystkiego
Pokrywał świeżymi pędami
I jakimiś kłodami

te anielskie słowa
nie mogły zachować się w powietrzu
więc stawały się lekkim kamieniem
kamienną trawą
czyli stawały się węglem
I teraz każda kopalnia
To księga
Z anielskimi słowami
której strony
płoną w piecach
i te olbrzymie świeczki
rozrzucone po stepach

Więc fabryki Donbasu
dymią w niebo kolorowo
plują na zakazy palenia
w miejscach publicznych
Bo na fabrycznych placach
są u siebie w domu
A tam, jak wiadomo,
palić wolno
nawet kotu
tu-tu
pociąg
tu-u-u

2012

Morele Donbasu – uwagi tłumacza

Lubow Jakymczuk to poetka inspirująca się ukraińskimi futurystami, lubiąca zabawę słowem i przykładająca niesłychanie dużą wagę do brzmieniowej strony poezji. Dla czytelników to gratka, a przed tłumaczem stawia zadania trudne, a czasem niewykonalne. Z porażek przy tłumaczeniu Moreli Donbasu mam obowiązek się przed czytelnikiem, nomen omen, wytłumaczyć.

W oryginale poematu w części Hałdy piersi nie występuje „ciężarówka”, a „kraz”. Żeby sobie lepiej przyswoić obraz malowany przez poetkę, polecam wpisanie sobie nazwy marki w wyszukiwarkę zdjęć – krazy to ciężarówki specyficzne, ale polskiemu czytelnikowi nazwa ta mówi raczej niewiele.

W polskim przekładzie ciężarówka „płynie na sucho”, co wynika z potrzeby rymu. Nawiązania do Mickiewicza, oczywiście, w oryginale nie ma, jednak autorka je zaakceptowała, jako czytelne dla polskiego odbiorcy (zwłaszcza w kontekście stepu), a jednocześnie dające takie brzmienie wersu, o jakie jej chodziło. Niestety, w polskim przekładzie znika też gra słów z części Morele w kaskach. W ukraińskim oryginale fraza ta brzmi tak, że słysząc ją, możemy zarówno zrozumieć, że chodzi o morele w kaskach, jak i o morele w bajkach. Znika też podobna gra w wersach I z pustymi flaszkami/ i z ciałami jak chorągiewki. W ukraińskim poemacie słowo flaszka brzmi podobnie do fłażka, czyli chorągiewka. 

Janusz Radwański


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio