Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

IVAN SLAVÍK

SERCE

I

Serce
Wyszło z mody w wierszach się o nim nie mówi
Nie nadaje się do poezji
Coeur misèrable Coeur chose immoderne
Podobnie róża podobnie miłość

Tylko świat
Rzeczy i świat
Nasze życie w murach
W murach dziedzińców na które jesteśmy wyprowadzani
Z których jesteśmy wynoszeni
Chwilowych ulic
I chwilowych sensów
Gdzie huczą gwiazdy

Czy ktoś jeszcze mówi
Drżącym głosem czy ktoś jeszcze szepcze
W zimowy wieczór z panoramą
Odległego nierzeczywistego miasta i
Świateł cicho przędących ciszę
Przed nalotem Moje serce moja miłości?
Czy ktoś mówi?
Jeszcze?

O tobie się nie mówi
Gdy mówi się o człowieku

W diagnozach
W statystykach
Przy zawałach serca
Bezosobowej elektryczności
Druciane ręce elektrokardiografów
Na całym świecie obmacują cię

Jesienią
reflektory rozgarniają ciemność
Na asfalt padają deszcze
W głębi mgły liść za liściem opada

II

Jak wiele musisz znieść
Jeńcu w mojej piersi

Nieustanny bieg dni i nocy
Najazdy gorączek snów
ataki złości
zwłaszcza ataki mojej własnej
zdrady Przyjacielu
Pracujący bez wytchnienia

Lata przechodzone i zmarnowane
gdy nie wiemy o twojej obecności
Ponieważ jesteś
Na swoim miejscu

Nasza twarz jest niepodobna
Do twarzy dziecka
Błędne drogi wyryte są w zmarszczkach
Wokół oczu w cierpkim ściągnięciu ust
i starzejących się bruzdach dłoni

Ty śpiewasz jednak tę pieśń
Młodości jak dawniej
Przed dziesiątkami lat
Pod pagórkami dziecięcego czasu
W letnim dniu z bezobłocznym niebem
I pachnącymi sosnami

Nieśmiałym głosem
jak ten którego głos nie jest
Już młody i nie jest już piękny
Tylko wierny aż do śmierci (Z tomu Osten)

* * *

Czy to moje życie się skończyło
a ja wciąż jeszcze jestem chociaż
pozostało mi już tylko umrzeć

Więc moje czekanie jest zbieraniem sił
przed ostatnim spektaklem

A może pozorny bezruch
A może niewidzialne trwanie
a może niesłyszalne dojrzewanie

są uwerturą do czegoś o czym sam nie wiem
do przeskoku nad myślą
której jeszcze nie potrafię wysłowić

A może? (Z tomu Zaříkávání naděje)

NON NOBIS SED TIBI

Wydaje się jakby Ciebie nie było
Nie Twierdzą że Cię nie ma
Co więcej Wierzą że Cię nie ma
a Ty milczysz

Gdyby się domyślali
Czym jest sekunda Twojej nieobecności
tysięczny ułamek milionowego ułamka
owej sekundy (bo czymże innym niż sekundą na tle
wieczności jest całe nasze życie)
kiedy wydajesz się niemy

Ja wiem Panie
Gdybyś im na sekundę zabrał oddech
życia Gdybyś...
O

Nie w głosie lwa który ryczy na pustyni
Nie w grzmocie burzy Nie w trzasku
walącej się kolumny

Przychodzisz po cichu
Jak kwiat zwilżony
jak najmniejsza
stokrotka
jest Twoja oblubienica dusza

Przyleci wiatr i nie złamie jej (Z tomu Ke komu?)

* * *

Jeśli na prostej AB
można umieścić więcej niż nieskończoną liczbę punktów
- nieskończone jest to co nigdy się nie kończy
nieskończone jest to co nigdzie się nie kończy -
to na tej samej prostej która się kończy
znajdziemy się dalej niż nigdy
czyli na wieki wieków
i bardziej niż na wieki wieków
i dalej niż nigdzie
czyli absolutnie gdzie indziej na przykład już tu
w raju spotęgowanym przez raj
w wieczności na wieczność (Z tomu Zaříkávání naděje)

ANIOŁ STRÓŻ

Mój Anioł Stróż był stale ze mną
Zawsze
Nie opuścił mnie nawet na chwilę
Wiem o tym

Nie widziałem go
Nie wiedziałem o nim
Nie wiedziałem że to mój przyjaciel

Bawiliśmy się w chowanego
i w Króla Lula
Słyszałem jak mówił całkiem wyraźnie

Byłem wobec niego grubiański
Obrzucałem go wyzwiskami
Plułem na niego
Biłem go i kopałem

Nie odszedł

Było ciemno
nawet cień nie drgnął w kącie
wszystko zamknięte
zasłony zaciągnięte
Myślałem że jestem sam

Byłem tam w tej ciszy

Nagiął moją głowę
podciął mi kolana
rozłupał dumną skorupę ust
W końcu wziął mnie za rękę
i uczył znaku krzyża

Ludzie mówią
że cień jest naszym wiernym druhem
Ale ten tutaj chodzi po mojej prawicy nawet gdy słońce świeci
może szczególnie wtedy

Nie chce niczego dla siebie
chce wszystkiego dla mnie
To znaczy chce dla mnie Boga

Słyszałem jak płakał
było to jak płacz dziecka
Słyszałem jak się śmiał
było to jak śmiech chłopczyka

Teraz stoi za mną
i patrzy co piszę

Chciałbym
żeby stał u mego wezgłowia
gdy nadejdzie koniec (Z tomu Deník Arnošta Jenče)

PAN JEST MOIM PASTERZEM

Godziny swych narodzin nie wybrałem
przyjścia nie wyznaczyłem
Nie wiem dokąd idę
i skąd przychodzę
przed tym wszystkim ustanowiono
moment mojej śmierci

Niezmierzone łany czasu przed
niezmierzone góry lat po
tak niezmierzone
że aż w bez-czasie

Nic nie mam
niczego mi nie brak
a może być zabrane

Nic nie mam
i nawet to nic
może być zabrane

Na chwilę mnie nie będzie
i będę na wieki

I niczego mi nie brak
ponieważ wszystko może mi być zabrane (Z tomu Zaříkávání naděje)

CZERWONA KORA SOSEN

Czerwona kora sosen
Piaszczyste pragnienie korzeni
jak moje pragnienie
Powierzchnia stawu marszczona
wiatrem z głębi wieków przychodzącym

Trzcina szeleści
pluszczą ciała ryb w godzinie straszliwego odrętwienia

Prastara woda z czasów potopu
i na amen spętane wnętrze kamieni
w protonach neutronach

Pluszcząc rozmawiają ze sobą
To wiatr
w nieskończoności mego serca
między galaktykami a kosmiczną przestrzenią
w wieczności mej duszy wieje
nieustannie
I wciąż od nowa
podtrzymuje rozmowę wody i kamieni
A w moim wzroku słuchu i dotyku
zakotwiczył się letni krajobraz
Płyną po mnie obłoki szeleści trzcina we mnie i czajka płacze

A tam głębokov
poza moją świadomością
w milczeniu trwa ziemia
pod korzeniami traw
Ciało starzeje się

Kruszy się glina
obrócona w proch
wgniatana w błoto
ornego pola grobów

Oboje
ona i ja
granica dotychczas nie podpalona
granica przygotowana
na pożar Zmartwychwstania (Z tomu Hlohový vítr)

HARFY DESZCZU

W zwartych szeregach deszczu
posuwają się wodne kolumny
Kaktusy mokną w bambusach błąka się wiatr
wśród ryżowisk
po ścianach piramid po ścianach tui

Pada na Mohenjo Daro
Zmarłym mokro jest w grobach
bandaże mumii przemoczone
Pada na Palenque i Tepe Gaura
na zwłoki miast pogrzebanych w piasku
nieznane pismo nieznanej mowy
wyciosane w kamieniu

Mokną otoczaki na Wyspie Wielkanocnej
po głazach Machu Picchu woda spływa
i Urubamba huczy
W krasowych jaskiniach szemrze podziemna rzeka
na mroźnych wysokościach wiatr krąży i wyje

Mieszkańcy Tiahuanaka Pompei Jerozolimy
w nawale czasu rozwodnionym
stłoczeni u bram przedpiekla
czekają z utęsknieniem aż opadnie fala
i wszyscy po imieniu
będą wywołani (Z tomu Osten)

Ivan Slavík
Przełożył Andrzej Babuchowski


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio