Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

Janusz Pasterski

PRASA PODAŁA

prasa podała, że odnaleziono gwoździe z krzyża Jezusa
a biografia Miłosza ukaże się dopiero w maju
wulkan na Islandii znów wyrzuca pyły
choć tym razem to jednak nie Grimsvötn

w autokarze zamykam oczy
droga prosta na przestrzał
wzdłuż niej rzędy brzóz i wierzb

czy dotknąłem już tej granicy
za którą więcej się kończy niż zaczyna
czy dlatego zachłanniej patrzę
i w szorstką glinę i w ogromne liście łopianów
czy dlatego coraz mniej zabieram ze sobą
a coraz więcej chciałbym tylko zobaczyć

senny wieczór
lenny kamienny
podolski
Mustafa Kara
kara kara

nie mogę spać ojcze   
rzeki płyną cichymi dolinami
w ziemnych kopcach kartofle
wyglądają światła i wilgoci
a jeszcze jedna podróż
zaczyna się i kończy
to znaczy przemija


PEJZAŻ ZE ŚLIMAKIEM

na zamku w Podhorcach cisza
blade światło przemyka z chmur

w zamkniętych okiennicach
stygną korony drzew

równina w dole oddycha
żółtymi kwadratami pól

gdziekolwiek pójdziesz
otoczy cię chłodna ziemia

przyjmie twoje kroki
w kobiercu wysokich traw

a gdy zejdziesz w dół
podnosząc wzrok wysoko

w marszu żwirową alejką
minie cię skupiony ślimak

i zniknie w bramie
pomiędzy kolumnami

 


KAMIENIE

w jednej z galerii na wyspie
oglądałem lśniące kamienie
przecięte równo
chociaż nie na pół

na ceramicznych podstawach
obie części większa i mniejsza
wynurzały się z bieli tuż obok siebie
ich widok jasno zdradzał całość
i zarys jednego kształtu

krzemienne pasy
biegły równo
i nagle przepadały w cień
by po chwili pełznąć dalej
aż do obłej krawędzi
drugiej cząstki

poczucie straty
chłodne piękno sztuki


FESTYN LUDOWY W MIASTECZKU WODNYM

całymi dniami oglądam skoki na bungee
nad taflą srebrzystej zatoki
na gumowej linie fruwają ludzie
wychyleni z ażurowej klatki
wbrew rozumowi robią krok w pustkę
i spadają jak kamień
ale tym razem nie wybucha krew
nie sztywnieją drobiny soli na wargach
ciało nie więdnie porażone ziemią
tym razem każdemu dane ocalenie

na ślizgawce Breughla
młodsi i starsi bawili się jazdą na łyżwach
przy bramie św. Jorisa w Antwerpii
gdy zimowa biel koiła ich zmysły
i w kąt szedł strach czy pomyślunek
na zaśnieżonym brzegu
bezradne ptaki tłoczyły się tymczasem
wśród nagich gałęzi drzew
a pod brązowymi drzwiami
krył się ich zdradliwy koniec

myślę więc o nich wszystkich
w baranich kożuchach i kolorowych spodenkach
o chłopcach i dziewczętach odważnych nad miarę
na lodzie na skoczni
na barykadzie i w kanale
ale myślę też o drzwiach
opuszczanych z nagła na sznurze
gdy gruchoczą ptasie skrzydła
i zamykają na zawsze

biel błękit i czerwień


PROCESJA

idą ze Starego Gradu
w dwóch rzędach gęsiego
najpierw mężczyźni w jasnych koszulach
ciemnych spodniach
pośrodku młodzieńcy z chorągwiami
i czerwonymi beretami
małymi jak płatki maku w pszenicznej fali

Gospe
Moli za nas

a potem Ona
Matka Zielna na złotym tronie
Królowa Pagu
i jej wierny lud
w czerni i czerwieni


PERSEUSZ WYCHODZI WIECZOREM

Perseusz wychodzi wieczorem
wkłada swój nóż do brązowej teczki
zakłada sandały i hełm
gasi światło a potem
wynosi przed drzwi
plastikową sakwę
z zasuszoną głową
roztropność – mówi –
jest schronieniem słabych


KOLONIA PHRASOS

Przyjaciołom z „Frazy”
w dwudziestolecie pisma

po latach spędzonych w Akademii
godzinach retoryki i sztuki pisania
wierszem asklepiadejskim
przyszło nam wybrać życie z dala
od chłodnego gaju
i szybkiego pulsu ateńskich ulic

zamieszkaliśmy w kolonii Phrasos
u podnóża attyckich wzgórz
daleko od błękitnych zatok Sunion
zapachu oleandrów i woni lawendy

z tęsknoty za morskimi podróżami
i świtami w egejskich portach
wznieśliśmy kolumnę
aby zapisywać na niej opowieści i zdarzenia
a także imiona bogów oraz ludzi

żeby powiedzieć prawdę
wierzyliśmy w moc Logos
i w to że warto naśladować świat
ocalać pamięć zapisywać czyny
szukać wzruszeń

pracowaliśmy bez ustanku
pomni pieśni Orfeusza
i tego że tylko przez kathaíro
dusza wraca do źródła
czyli do wiecznego szczęścia

nie wiemy czy kolumna przetrwa
i czy przetrwa Phrasos
miejsce żywych i duchów
przybyłych z mórz i kontynentów
jednego przecież świata
upadały bowiem mury i królestwa
zapadały się wyspy
ginęli herosi

lecz chociaż los jest zabawą bogów
wierzymy w przeznaczenie
że Odys musi płynąć do Itaki
a Kirke rzucać na niego czar
my zaś musimy strzec Phrasos
i twardym rylcem zapisywać
świty i zmierzchy naszych dni
bo cóż innego warto robić

Janusz Pasterski

 


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio