Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

PORTRETY:

Ernest Bryll

PIEŚŃ EXODUSU

Mieliśmy przejść przez morze a tu zrobiły się góry
Bo fale ścięło na twardość krzemienia
Miało się wreszcie otworzyć a ustaliło się murem
I drogę trzeba zmieniać

Jak? To nie było zapisane w kartach
Cudów. A może ktoś je źle wysłuchał
Dni są twarde. Jak płaskowyż suche
Zamiast prosto przez morze – bezdroża


A wiec biegamy biedni w różne strony
Wszystko otworzone
Nigdzie dojść nie możesz


Tylko zachód ładny jest w tych górach żadnych
Bo wciąż nienazwane
Słońce jak pijane
Upada w przełęcz i przez chwilę kamień
Gór – jak fala czerwona. Nagle rozstąpiona


Wreszcie widzisz drogę i gdzie idzie ona
Chwilkę wszystko jasne. No i słońce gaśnie


Co pomyślisz znów ciemne
Nieznane, kamienne
Ach, gdzie to przejście tajemne


NIE WIADOMO WRESZCZCIE CO STAŁO

Nie wiadomo wreszcie co stało
Nad naszym snem. Zostało
Wgłębienie obok poduszek
Był ktoś


A z pierwszym promieniem
Nagle się zapadł pod ziemię


Albo frunął w niebo. Tak i lepiej
Myśleć sobie gdy nas oślepi
Twarda ściana świtu późnego


Coś pamiętasz a nie dojdziesz tego
Kogo chciałeś uchwycić


Na ręce
Patrzysz uważnie w łazience
Pod paznokciem coś krwawi
Za słabo
Co to? Nie wie ani anioł ni diabeł


2009


JEST U NAS TAK WESOŁO

Jest u nas wesoło – choć trochę na siłę
Śmieszno i straszno – zawsze tak było
Ale z tego powodu żarty nasze cienkie
Jak lód, co niby trwa a pewnie pęknie…


I delikatne dnia jest dotykanie
Co dzień. Jak tafli lodu: Załamanie
Pęknięcie czy zgrubienie? Więc jeżeli staniesz
Może się zarwać dzień.
Może pełzaniem
Spróbować - czy wytrzyma? Taka jest przyczyna
Że myślimy nikt nie jest w stanie
Domyślić się.
I sami nie za dobrze wiemy


Ale idziemy. Albo pełzniemy
A to wytrzymać tylko na wesoło
Można. Co groźne w śmiech nie nazbyt huczny
Owijać. To jest szkoła. I w niej się nauczmy:


Choć mróz od lodu idzie, łachy są wytarte
My obrastajmy sierścią – bujnym żartem
Jak to w naszej ojczyźnie.
Może się prześlizgniesz…


2009


ZASŁONA RZEKI
Rozłączeni - lecz jedno o drugim pamięta, Słowacki

Rozłączeni są. Obcy sobie – chociaż o tym
Nikt jeszcze nie wie. Ani on, ni ona
Przed chwilą połączeni byli przecież potem
Kochania. Ale cicha, nudna jak zasłona
Jak leniwa rzeka po tej dobrej chwili
Jest między nimi. Chociaż w sobie byli


Więc kiedy dotykają z obu stron serdecznie
Niby tych samych rzeczy. Nawet stół im sprzeczny
I w talerze nie wierzą dla wspólnej wieczerzy
Ich łóżko, a właściwie tapczan rozkładany
Też im się zrobił obcy; chociaż wybierany
Razem w meblowym sklepie. Wnosili go sami


Przytuleni, bo miały tak wąskie framugi
Drzwi mieszkania
Mieszkanie najęli od drugich
Co tak bardzo jak oni chcieli być jednością
Ale nie dali rady…


Choć ciasne – lecz znośne
Wynajęli mieszkanie. Niesłychanie tanio
Więc jeszcze wierząc, że bardzo radośnie
Żyją – żyli na siłę. I nie wiedząc sami
Że są sobie dalecy, mówili zbyt głośno
Jeszcze głośniej i więcej
Ale wciąż zacięcie
Zbierali jak gałązki wspomnienia niełatwe
I budowali tratwę


Przez rzeki zasłonę
Jak popłyną do siebie
Wszystko rozłączone…


Lecz może dobrą nocą i z Bożą pomocą
Przepłyną. Właśnie - On nagi i naga
Ona – Rzucają się z nową odwagą


W nurty tej szarej rzeki
I płyną naprzeciw
Jeszcze nie toną


2009


SKOŃCZYŁA SIĘ…

Skończyła się ucieczka w kraj dzieciństwa. Mieszka
Tam ktoś boleśnie obcy. On jest gospodarzem
Dawno wykupił pola naszych marzeń
A my zamknięci w bajce. Łupince orzeszka


Przez szparkę widzimy, że każdy tam inny
Niż w naszej nadpamięci. O nas nie pamięta
Bo chcieliśmy tu wracać ale tylko w święta
I dlatego wspomnienia piecyk dla nas zimny


Wciąż chcemy tam uciekać ale zamykają
Okiennice, ryglują drzwi. Ktoś z dobrą duszą
Położy chleb za bramą…
Takimi być muszą
Za dużo zmyśliliśmy. Więc nas nie poznają


Choć wróciliśmy szczerze
Ciągle nam nie wierzą


2009


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio