Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

KRONIKA:

Zenon Ożóg
Wacław Kaleta – poeta i bard. Wspomnienie


6 października 2010 roku zmarł Wacław Kaleta – rzeszowski pieśniarz, tłumacz poezji rosyjskiej i poeta. Miał 54 lata.

Urodził się w 1956 roku we wsi Bugaj koło Biecza. Na studia wybrał filologię rosyjską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ukończył je w 1979 roku. W jednym z wywiadów mówił, że rusycystykę wybrał tylko dlatego, że kiedyś we wczesnej młodości otrzymał od ojca płytę z pieśniami i piosenkami Bułata Okudżawy w wykonaniu polskich aktorów. Potem była pierwsza gitara i nauka pierwszych chwytów. I śpiewanie Okudżawy.
Już na studiach, w najsłynniejszym akademiku krakowskim „Żaczek” przy alei 3 Maja 5 i równie słynnym Alma Radio (program radiowy rozsyłany do wszystkich akademików UJ, z własnymi audycjami studentów) słuchał często piosenek i Okudżawy, i Włodzimierza Wysockiego – swojej nowej miłości, i Żanny Biczewskiej. Te piosenki krążyły po pokojach, przegrywane amatorsko na magnetofony kasetowe i szpulowe, i śpiewane przy gitarach na studenckich imprezach – był w tym jakiś klimat kosztowania owocu z zakazanego drzewa, wszak i Okudżawa, i Wysocki byli przecież traktowani jak sowieccy dysydenci, twórcy niezależni. Oryginalne płyty mieli nieliczni, wtajemniczeni. Wysocki rozkwitał w tym czasie już w parafrazach Jacka Kaczmarskiego, z tego okresu (koniec lat 70.) pochodzą jego wykonania absolutnych hitów: Obławy i Nie lubię (Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza... nie znoszę gdy z butami lezą w duszę, tym bardziej gdy mi napluć w nią starają się...). A takie frazy: Я спросил тебя: „Зачем идете в горы вы?” / А ты к вершине шла, а ты рвалася в бой – z Alpinistki, albo z Gimnastyki: „Вдох глубокий, руки шире, /не спешите, три-четыре! / Бодрость духа, грация и пластика” – nawet kulawo znającym język rosyjski dały się zapamiętać na długie lata. Zaświadczam o tym swoimi wspomnieniami.

Wacek Kaleta skończył studia w 1979 roku (roczniki 56-57 trafiły na późno gierkowską „reformę” szkolnictwa wyższego polegającą na skróceniu pięcioletnich studiów do czterech lat) obroną pracy magisterskiej „Twórczość poetycka Bułata Okudżawy” (jakby inaczej mógł brzmieć temat, skoro na studia przeszedł dla Okudżawy i z jego piosenkami?). Potem było wojsko, branka do SOR (Szkoła Oficerów Rezerwy), bo było nie było – lingwista. Osiadł w Rzeszowie, założył rodzinę. Małżeństwo Marii i Wacka doczekało się trzech córek: Ani, Natalii i Jadzi. Pracował w milicji, ale o tym okresie (lata 80.) i późniejszym zatrudnieniu (po weryfikacji) w policji od 1990 roku, o awansach (Wacek przed emeryturą został Naczelnikiem Wydziału Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie) – w ogóle o swojej pracy – niewiele mówił. Nadal grał, śpiewał i tłumaczył teksty „swoich” rosyjskich bardów. W końcówce lat 80. dwukrotnie wystąpił na festiwalu pod nazwą „Zmagania z Piosenką Znaczącą”, wymyśloną bodaj przez Wojciecha Młynarskiego, zdobywając dwukrotnie najwyższą nagrodę za wykonane piosenki Włodzimierza Wysockiego. Jedną z tych nagród był dwutygodniowy wyjazd do Archangielska i koncert w miejscowej telewizji.

Opanował ich wówczas w oryginale w sumie około półtorej setki, przełożył około stu. Część z nich wydał w 1989 roku jako Ballady i pieśni Włodzimierza Wysockiego. W tym samym czasie wspólnie z Danielem Olbrychskim nagrał kasetę video z kilkunastoma piosenkami rosyjskiego barda. Śpiewał z Emilianem Kamińskim i Marianem Opanią. Wysocki i Okudżawa stali się częścią życia Wacka, jego głęboką, wewnętrzna potrzebą. Jego przekłady na język polski dołączyły do szeregu dokonań takich tłumaczy, jak: Józef Waczków, Andrzej Mandalian, Agnieszka Osiecka, Ziemowit Fedecki, Wiktor Woroszylski, Witold Dąbrowski, Andrzej Drawicz. To przecież górna półka, ale praca Wacka zyskała bardzo dobre recenzje i przyjęcie. Może dlatego przede wszystkim, że był jednocześnie pieśniarzem, czującym wybitnie niuanse muzyczne słowa, wersu, strofki.
Nie odmawiał koncertów, recitali. Grał poważnie i profesjonalnie, choć nie naśladował charakterystycznej chrypy Wysockiego i mało starannej dykcji Okudżawy. Z kilku spotkań w tym okresie nie umiem sobie przypomnieć rozmów o honorariach, to jakby było na dalszym zupełnie planie.

W 1999 roku „frazową” grupą przyłożyliśmy rękę do publikacji tłumaczeń Okudżawy; w zbiorze Przejezdny muzyk. Piosenki i wiersze w przekładzie Wacława Kalety (Seria poetycka „Frazy”, posłowie Michała B. Jagiełły, redakcja M. Rabizo-Birek i J. Wolskiego, ilustracje J. Jakimy-Zerek) opublikowaliśmy niespełna 60 znanych utworów autora Modlitwy. W zamyśle Wacka był to pośmiertny hołd złożony rosyjskiemu poecie (zmarł w Paryżu w czerwcu 1997 roku) i wyraz wdzięczności za spotkanie w Łańcucie w 1993 roku w czasie Muzycznego Festiwalu. Wiersz Pożegnanie z Bułatem, ostatni w zbiorze, był poetyckim rozstaniem z Mistrzem:

Bułat wodzi już od wczoraj
nieśmiertelne hufce w niebie.
Cóż, nadeszła widać pora,
by nam wszystkim zabrał siebie.

[...]

Wiesz, gdy znów się spotkam z Tobą,
(za lat kilka? za dni parę?)
będę, Mistrzu, miał ze sobą
pióro, papier i gitarę.

Usiądziemy przy herbacie,
gdzieś w zacisznym kątku raju.
Ty zaśpiewasz o Arbacie,
ja napiszę o Bugaju.

Ale dziś, gdy niespodzianie
przyszła chwila pożegnania,
cóż Ci rzec na pożegnanie?
Szto ż, Bułat? Szto ż, da swidania...

Praca artystyczna Wacława Kalety została doceniona tu w Rzeszowie dopiero w 2003 roku, kiedy został uhonorowany nagrodą Miasta Rzeszowa w dziedzinie „Kultura i Sztuka”. Dwa lata później wydał swój jedyny zbiór wierszy zatytułowany Niezmienność (posłowie S. Dłuskiego, Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, Rzeszów 2005). Na tomik złożyło się ponad czterdzieści utworów pisanych od 1981 roku; najwięcej pochodzi z końcówki lat 90. oraz pierwszych lat nowego wieku. Prawie wszystkie odznaczają się charakterystyczną rytmiką, kolejno czytane wersy posiadają wyraźną melodykę, jakby pisane były „ze śpiewania”.

Cieniem zostaniesz, albo tylko tchnieniem.
Nienamacalnym, krótkim tchnieniem lata.
Wspomnieniem sierpnia, co się w jesień kłoni.
Inną, niewinną...
Pyłkiem na mej dłoni.

Czyż to nie magia, gdy potężna siła
sosnową drzazgą pamięć moją rani;
leśne maliny, drżący liść kaliny,
nić pajęczyny...
Moja Leśna Pani.
(Leśna Pani)

Do sporej części Wacek ułożył muzykę i śpiewał je w czasie swoich recitali, niektóre można posłuchać na stronie w Internecie (wac-aw-kaleta.muzzo.pl/). Zwracają na siebie uwagę wiersze, w których Autor mówi o swojej prywatności: „dzieciństwa pejzażach” z rodzinnego Bugaju, ulubionych bieszczadzkich krajobrazów, kontemplowanych w trakcie wielokrotnych wypraw, i przede wszystkim o ludziach bliskich i kochanych – rodzicach, żonie, córkach i przyjaciołach. A wszystko w czystej, jasnej, lirycznej, momentami sentymentalnej tonacji.

Pod świerkiem, topolą, pod słodka jabłonią
wiatr głosy rozwiewa i mąci obrazy.
A lipiec zmęczonym przygląda się dłoniom.
Drga syte powietrze, przejrzyste, bez skazy.

Dokoła unosi się senne południe.
Nad stawem w zawisie tkwi ważka zielona.
Wieś w skwarze zamiera, w obejściach – bezludnie...
Śpi czas utulony w upału ramionach.

Tak oto śnię czasem te lata minione
przez Pana i Stwórcę zesłane mi w darze.
Strumyczek szemrzący i łąki zamglone.
I drogę w popiele. Dzieciństwa pejzaże.
(Pejzaże dzieciństwa)

Ale przecież... „et in Arcadia ego...”. Wacek nie dopisze już nowych wierszy, nie zaśpiewa piosenek swoich Wielkich Duchów: Okudżawy i Wysockiego. Nie napisze do nas świątecznych życzeń i nie powiadomi esemesem co nowego u Natalii...


Cóż, nadeszła widać pora, by nam wszystkim zabrał siebie...

Zenon Ożóg

 

powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio