Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

PORTRETY:


Marian Kisiel
Elegia na dzień ostatni

Umarłem, tak bywa, czegóż się spodziewać,
że żyć będę nad miarę, wbrew prawom biologii,
i że gościć mnie będzie ta okrutna ziemia,
gdy już innych nie ma i więcej nie będzie?

Więc umarłem. Ależ miałem życie!
Co miałem – to odeszło, co mam – szybko minie,
streszczam się w półsłowie, bo słowo zanika,
odszedłem, ale jestem.

Więc będę się żegnał:

żegnam was ulice, którymi chodziłem,
bo każdy stuk mych butów znacie przez lat tyle,
jeżeli ktoś wam zmieni koryto lub cel,
zapamiętacie przecież, że szedłem, że szliśmy,

żegnam was domy, bloki, jakkolwiek was nazwać,
przystanie spokoju lub mekki oddaleń,
jeśli jak u rilkego trwać będziecie dalej,
to wzrok mój zachowajcie, bo na was patrzyłem,

przedmioty, kartki, książki, ileż by wymieniać,
żegnam was, przecie tyle lat byliśmy
z sobą, dla siebie, razem i nigdy osobno,
połączeni na zawsze siłą przedustawną,

i was żegnam twarze przypadkiem spotkane,
mijane w szybkim kroku, bo nie znam innego,
twarze niepamiętane, winoroślne twarze,
jak kiedyś się spotkamy, będzie o czym mówić,

nie żegnam was, najbliżsi, przecież nie odchodzę,
zamykam się w pokoju, czytam tylko książkę,
piszę list lub spoglądam w ekran komputera,
nie odszedłem, siedzę w tym samym fotelu.

Nie umarła, lecz śpi

Umarłem, tak bywa, czegóż się spodziewać,
że żyć będę nad miarę, wbrew prawom biologii,
i że gościć mnie będzie ta okrutna ziemia,
gdy już innych nie ma i więcej nie będzie?

Więc umarłem. Ależ miałem życie!
Co miałem – to odeszło, co mam – szybko minie,
streszczam się w półsłowie, bo słowo zanika,
odszedłem, ale jestem.

Więc będę się żegnał:

żegnam was ulice, którymi chodziłem,
bo każdy stuk mych butów znacie przez lat tyle,
jeżeli ktoś wam zmieni koryto lub cel,
zapamiętacie przecież, że szedłem, że szliśmy,

żegnam was domy, bloki, jakkolwiek was nazwać,
przystanie spokoju lub mekki oddaleń,
jeśli jak u rilkego trwać będziecie dalej,
to wzrok mój zachowajcie, bo na was patrzyłem,

przedmioty, kartki, książki, ileż by wymieniać,
żegnam was, przecie tyle lat byliśmy
z sobą, dla siebie, razem i nigdy osobno,
połączeni na zawsze siłą przedustawną,

i was żegnam twarze przypadkiem spotkane,
mijane w szybkim kroku, bo nie znam innego,
twarze niepamiętane, winoroślne twarze,
jak kiedyś się spotkamy, będzie o czym mówić,

nie żegnam was, najbliżsi, przecież nie odchodzę,
zamykam się w pokoju, czytam tylko książkę,
piszę list lub spoglądam w ekran komputera,
nie odszedłem, siedzę w tym samym fotelu.

Poświatowska

Poświatowskatęsknię do chwili, której nie ma, a która była,
po moim niebie płynie mleczna rzeka, bardzo zdradliwa,

ej chwilo, chwilo, gdzieżeś się podziała,
w jaką nieznaną krainę udała?

kukułka liczy tych, którzy zostają,
gwiazdy bledną i gwiazdy spadają,

co stać się miało,
to już się stało;

tęsknię do chwili, której nie ma, a która będzie,
na moim niebie wiatr się zagubił w panicznym pędzie,

ej chwilo, chwilo, czemu jesteś taka,
szczęsna, nieszczęsna, nieznana Itako?

chciałam biec do ciebie, i nagle się słaniam,
drę pajęczynę, która mnie ochrania,

było tak gwarno, a teraz jest pusto,
i nic nie widzę przez zakryte lustro.

Ile razy (II)

Czytam książkę,
zamykam,
odkładam na półkę.

Znów po nią sięgam,
bo nie doczytałem.

I tak bez końca.

Nie wiem, ile razy
nie doczytałem,
zamknąłem.

Wciąż do niej powracam.

Tydzień deszczu (II)

Martwe dni,
senne powietrze.

Nie ma innego świata,
na krześle i w lustrze
– ja.

I cisza,
która niepokoi,
i tydzień deszczu
za oknem.

 

Marian Kisiel

powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio