Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

ESEJ:

Władysław Włoch

WYSOKIE ŹRÓDŁA ŻYCIA I KURZAWA STUDZIEN

Trudu doznasz, czytając niniejsze poema -
a walkę będziesz musiał odbyć duchu czytelnika
z duchem poety... Jeśliś leniwy - dzieło odrzucisz;
wszakże zostaniesz pod zaklęciem prawdy,
która ci w drodze wiedzy dalej iść nie pozwoli.
J. Słowacki, Przedmowa do II Rapsodu Króla-Ducha

Dzieło Edmonda Jabesa - siedem ksiąg - jak siedem dni stworzenia.
Wielkie wyczucie sprawy miał Jan Barcentewicz projektując okładki do tych ksiąg: - ziemiste brązy i zielenie, nawet biel ziemista - tak mógł wyglądać Chaos przed wywiedzeniem z niego Bożego Dzieła... i tak wyglądają niekiedy stare macewy na żydowskich cmentarzach.
Edmond Jabes: E - jak Elohim, J - Jahwe. Jeśli do tego dodamy nazwy ulic, przy których mieszkał Jabes po ucieczce z Egiptu oraz inicjały ukochanej Jukiela, protagonisty poematów Jabesa - ukaże nam się jeden z kręgów, a właściwie jedno z bezdroży, po których błądzi księga w poszukiwaniu księgi.
Jabes mieszkał w Paryżu przy zbiegu ulic Patriarchów i Drewnianej Szpady - a ukochana Jukiela to Sara Schwall. S.S. - te dwie litery - dwa zygzaki żmii, znaczyły mundury niemieckich morderców. "Śmierć jest mistrzem z Niemiec" - woła Celan. Drewniana szpada może służyć do nauki walki. Jeśli osiągniesz mistrzostwo - weźmiesz do rąk prawdziwą broń. Walcząc bez mistrzostwa stalową szpadą - walczyć będziesz patykiem.

zrań mnie, tak jak zraniłeś moich pradziadów
i mego ojca; bowiem żywić się mogę
tylko poniżoną krwią


- woła w poemacie Rabi Towi - jeden z wielu wymyślonych i wprowadzonych do ksiąg rabinów-poetów.
Po co Jabes tworzy osoby fikcyjne? Czy dlatego, że fikcji nie można zamknąć w getcie - spalić w krematorium? Jesteśmy w księdze jak w platońskiej pieczarze. Przed jej wylotem ukazują się nam cienie. Każdy cień rzuca jakąś sentencję - niekiedy tylko cień myśli - jakby w obawie, że myśl prawdziwa zostanie okaleczona lub unicestwiona - bo czy do końca wiadomo, że to jaskinia mędrca, a nie czeluść getta?

Nie można, zwyciężając w wojnach, zbliżyć się do prawdy, która jest wyzwaniem pustki. Można iść ku niej tylko przegrywając. Dlatego każda wielka księga pozostawia nas ograbionych; nieszczęśliwych i ograbionych.

Stąd to wołanie rabina-poety o zranienie? Inaczej wygląda rana Sary. Sara jest raną.

Jak nazywał się, Saro, ów młody esesman -
[w przekładzie Wodnickiego "ów młody S.S."]
który twoje inicjały wyrył w swej duszy,
który dzięki inicjałom wszędzie przechodził swobodnie,
którego mundur oznaczono twoimi inicjałami?
Jak nazywał się ów arogancki młodzieniec bez skrupułów
Który czerpał moc z dwóch Wielkich Liter twojego imienia?
Nie on jeden chełpił się prestiżem tej podwójnej litery.
Były miliony takich, którzy pysznili się razem z nim
Jak mogłabyś zatem stawić im opór wewnątrz twojego imienia?

Sara została ocalona z Holocaustu. Ocaliła ją śmierć, która miała te same inicjały: "SS". Żeby nieco przybliżyć sobie ten paradoks, trzeba wiedzieć, że w pewnym odłamie judaizmu litera nie jest tylko martwym znakiem. Litera jest częścią słowa, żywego słowa, które rodzi i jest rodzone. Według Księgi Blasku Bóg tylko z literą "alef" (pierwsza litera alfabetu hebrajskiego) stanowi jedno. Z pozostałych liter został stworzony świat. W chwili stwarzania Bóg rzekł do "beth" (drugiej litery alfabetu): "Zaprawdę od ciebie rozpocznę to dzieło; - ty będziesz początkiem stworzenia - nowego trwałego świata". Według teorii Lurii, Bóg, żeby zrobić miejsce swemu dziełu, wycofał się w swój żeński pierwiastek. Ten altruistyczny gest Jahwe można pojmować jako dobrowolne wygnanie - albo ucieczkę przed odpowiedzialnością za losy świata.

Powtórzyć boskie dzieło Pierwszego Gestu Stworzenia.
W ten sposób człowiek staje się równy Bogu
w nieskrępowanym wyborze nieprzewidywalnego słowa,
któremu sam nadaje istnienie
Jestem niewolniczo posłuszny. Jestem mistrzem przekształceń.
Przygoda jest cnotą słowa.

Kto to mówi? Autor czy powołane do istnienia słowo? Kto jest mistrzem przekształceń, skoro przygoda jest cnotą słowa? Słowo nie wie, co mu się przytrafi w zderzeniu z twardą materią rzeczy i z jeszcze twardszą, bo ulotną materią drugiego słowa.

Być żywym na łonie śmierci. Stać
gdzie powietrze i woda są tym samym
pochylonym rytmem.

Jak czytać, a właściwie jak obcować z dziełem E. Jabesa, skoro Księga mówi do jej autora: "Jesteś tym, który pisze i który jest pisany". Czy do czytelnika powie: - "Jesteś tym, który czyta i który jest czytany"? - Z pewnością tak. Im więcej wniesiemy do dzieła, tym więcej otrzymamy.

Dzieło Edmonda Jabesa jest trudne w odbiorze. To genezyjska rzecz. Dzieło fragmentaryczne. W praktyce czytelniczej najczęściej spotykamy się z dziełami fabularnymi, w których zdarzenia następują po sobie sukcesywnie. Natomiast dzieło fragmentaryczne charakteryzuje się brakiem sukcesywności. Nie jest ono kompozycją linearną. Urywa się tam, gdzie spodziewamy się zwarcia, a zwarcie jest w zderzeniu, które tworzy wędrujący środek. Nasuwa się pytanie, czy takie dzieło ma początek? Ma ono początek pozorny w sobie, ale jego "początek właściwy" jest poza nim - jest on w systemie genezyjskim. A system genezyjski odznacza się symultanicznością, równoczesnością i wieloznacznością zawartych w nim treści. Odkryta tajemnica staje się naczyniem dla innych tajemnic.

Paul Valery mówi: "Każda myśl styka się z nieskończonością innych. Powoli i stopniowo zakłada, implikuje i modyfikuje nieskończoność innych". Wybitny znawca dzieł fragmentarycznych Jean-Louis Galay stwierdza: "Autor, który ofiaruje czytelnikom tego rodzaju twory fragmentaryczne, daje świadectwo prawie nieskończonej wiary w samego siebie, w tożsamość swego umysłu, wiary, którą zakładać musi też u swej publiczności. Ponieważ żywi przekonanie, iż wszystkie te niewielkie (heterogeniczne) wytwory z niego się biorą - z umysłu zarazem jednolitego i niepowtarzalnego - sądzi też, iż złożą się na coś innego niż przypadkowe zestawienie dowolnych tekstów. [...] Fragmenty dzieła fragmentarycznego nie są bowiem sukcesywne, stąd mieści się ono w kategoriach raczej przestrzeni niż czasu...". A przestrzenią poezji E. Jabesa są "wysokie źródła życia i kurzawa studzien".

Czesław Miłosz wyraził kiedyś przekonanie, że wiersz oddziałuje nawet wtedy, gdy leży w rękopisie. Słowo poetyckie jest czymś innym niż słowo dnia codziennego: - jest w nim coś boskiego, coś, co ma moc czynienia. "Jesteś tym, który pisze i który jest pisany". Czy to znaczy, że człowiek słowa pisanego wraca powoli do Słowa, które było na początku?
Poezja zakorzeniona jest w Absolucie. Jest liturgią, a nie "sztuką językowej ewokacji", jak chce prof. Sawicki (zob. Czym jest poezja, "Ethos" 1989). Liturgia pochodzi od greckiego słowa leiturgia i oznacza świadczenia na rzecz państwa nakładane w starożytnej Grecji na pojedynczych obywateli lub na grupy na podstawie ich statusu majątkowego. Jedną z liturgii była Choregia - obowiązek wystawienia chóru dla tragedii, komedii czy innych agonów muzycznych i literackich. Poezja jest więc świadczeniem duchowym na rzecz człowieka i na rzecz Absolutu. Czyli słowo pochodzące od Słowa świadczy na rzecz Słowa.
W Księdze Aeli (VI) Jabes mówi: "Nie sposób wyobrazić sobie spotkania Boga z człowiekiem bez pośrednictwa słowa; przedłuża się ono w jego milczeniu". (Mam nadzieję, że w milczeniu Boga, czyli w Jego milczeniu. W tekście zaimek "jego" pisany jest z małej litery. Zapewne to błąd korektorski. Dlaczego zwracam uwagę na tak mało istotną rzecz? W dziele fragmentarycznym wszystkie elementy grają pierwszorzędne role. Nawet papier, na którym zapisany jest tekst. Uważam, że dzieło fragmentaryczne powinno pozostać w rękopisie i z rękopisu winno być odczytywane).
Kim jest Aeli?

Jest niepamięcią.
Niepamięcią wyprutej, pokiereszowanej kobiety,
którą zadręcza jej martwo urodzone dziecko.
Niepamięcią świata, niepamięcią życia i nicości;
okiem tego, czego nie było.

Pamiętamy, że Bóg tylko z literą "alef" stanowi jedno, gdyż w chwili stworzenia - żeby zrobić miejsce swemu dziełu, wycofał się w samego siebie, czyli w samogłoskę "a". Zatem Aeli jest również niepamięcią Boga. Na szczęście jest Edmond Jabes i jest Księga.

Powiadam, że prawo Księgi jest prawem żydowskim.
Powiadam, że w Księdze to prawo Boga jest prawem żydowskim.
Powiadam, że w Księdze prawo człowieka jest prawem żydowskim,
bo każda litera Księgi to szkielet Żyda.


I cóż duchu czytelnika, czy nadal masz ochotę stoczyć walkę z duchem poety?
U źródeł kultury europejskiej zadania poezji były zawsze wysokie: metafizyczne. Homer opiewając czyny bohaterów uwieczniał je w teraźniejszości dla nas - zmuszał wieczność do zejścia w doczesność - do zakosztowania przemijania, a równocześnie w poezji (która jest liturgią) ofiarowywał bohaterów Absolutowi. Sytuacja zmienia się radykalnie, kiedy na podbitych przez Aleksandra Macedońskiego obszarach powstają państwa hellenistyczne, gdzie ludność grecka jest napływową mniejszością i tym samym kultura grecka z masowej staje się elitarna. Powstają środowiska ludzi interesujących się literaturą i sztuką, ale ludzie ci cenią sobie w dziele już coś innego: subtelną aluzję do obecnej sytuacji, mistrzostwo i szczegół. Kallimach - poeta nowych czasów - powie: "Nienawidzę poematu cyklicznego i dróg utartych - wielka księga to wielka ohyda". Po dwudziestu paru wiekach zawtóruje mu Julian Przyboś, mówiąc: "Kogo nie stać na krótki dobry wiersz - ten rozwleka swą niemoc w długi nudny poemat".

"Wszystko jest siewnym ziarnem" - mówi Novalis. Wracamy więc do zagadnienia dzieła fragmentarycznego, do nieokreśloności formy fragmentowej. Novalis powiada: "Być może zawdzięczam swe szczęśliwe pomysły tej okoliczności, że odczuwam wrażenie nie jako doskonale rozczłonkowane i całkowicie określone, ale jako coś, co wdziera się w Jednym Punkcie - nieokreślone i zdolne do stania się absolutnym". Albo to wpływ Lurii z jego "cimcum", albo są to dwie epifanie. Jednakże są to sprawy twórców i teoretyków twórczości, ale co mamy począć z taką twórczością my - zwykli zjadacze chleba, którzy sięgamy po wiersze od czasu do czasu. Cytowany już wcześniej Jean-Louis Galay udziela nam stosownej porady: "[...] wzorem autora - przedstawiającego swoje fragmenty bez troski o ich logiczno-retoryczną spoistość, w imię własnej wartości, której jest pewien lub którą przeczuwa - czytelnik podobnych dzieł z zaufaniem poddaje się lekturze i jej działaniu". I może jeszcze zdanie M. Blanchota - komentatora dzieł E. Jabesa: "Problem dzieła fragmentarycznego jest problemem pełnej dojrzałości: przede wszystkim u artystów, ale także w społeczeństwach".

Dzieło Edmonda Jabesa zakorzenione jest w judaizmie; w szczególności w jego mistyczno-filozoficznym odłamie, jakim jest Kabała. Kabaliści zdecydowanie odrzucają fabularną stronę Biblii. Należy przeniknąć przez literacką warstwę Księgi i zagłębić się w jej wewnętrzne treści: "w wysokie źródła życia i w kurzawę studzien". Kabała ujmuje istotę Boga w dwóch aspektach: Boga samego w sobie, o którym nic nie można powiedzieć i Boga w akcie stworzenia - emanującego z siebie byty i istnienia - materię duchową i ciężką.

Ale Jabes nie byłby poetą, gdyby nie uległ literackim walorom Biblii. Czyż można przejść obojętnie obok Koheleta (tego biblijnego Pascala - jak go nazywa Roman Brandstaetter), który wie, że "tam, gdzie jest wielka mądrość - tam jest wielki smutek". Czyż można nie przejąć się rozpaczliwą wiarą Hioba, który woła z otchłani "wysokich źródeł życia": "Ja muszę być winny, bo gdybym nawet miał słuszność, własne moje usta mnie potępią, a gdybym był niewinny, On mi udowodni moją nieprawość". (W czasach nam bliższych powie to samo Kierkegaard: "W obliczu Boga chciej nigdy nie mieć racji"). "Jam jest mąż, który widzi nędzę" - woła Jeremiasz rozdzierający szaty nad ogromem nieszczęść swojego narodu. "Czy już zupełnie nas odrzuciłeś?", "Czy wciąż gwałtownym gniewem pałasz przeciw nam?". Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Tylko oblubieńcy z Pieśni nad pieśniami nie mają poczucia beznadziei. Rozpacz nie ma do nich dostępu. "Miłość mocna jest jak śmierć" - mówi oblubienica.

Wiele tajemnic tworzy "genezyjską Tajemnicę", ale pierwsze są: - miłość i śmierć. Czy możemy pojąć śmierć jako miłość, a miłość jako śmierć? Tylko mistyk może powiedzieć: Miłość i śmierć są jedno. I pokaże nam paradoksalny rysunek drzewa z korzeniami w górze, a wierzchołkiem w dole: "Musisz piąć się w drzewo wiary, które w dół rośnie, bo korzeń jego w bóstwie jest".

Nadeszła pora, aby zadać pytanie zasadnicze: co jest "źródłem życia", a co "kurzawą studzien"? Może coś nam podszepnie Palma Valery`ego.

Jeżeliś czasem jest w rozpaczy;
Jeżeli godny uwielbienia
Ład, mimo łez twych, trop swój znaczy
Tylko pod maską zamroczenia -
Nie wiń Mędrczyni, że się wzdraga;
Że tyle za swą dań wymaga,
Bo jej cnót serca pewnie brak:
Po uroczystym namaszczeniu
Wieczną nadzieję ku spełnieniu
Wzwyż wiedzie dojrzałości szlak!

Dni jakby puste - dni dla ciebie
Stracone (świat ich też nie ceni)
Drążą pustynnych stref podglebie
Mackami chciwych swych korzeni.
Włóknista plazma ścieka stromo,
Wsącza się w czeluść wciąż łakomą,
Wabiona przez jej niemy zew;
W dno globu wwierca swe przewody
Wieczyście tropiąc źródła wody,
Której tak łakną szczyty drzew.

Głębią czuwania i dumania,
Wolą czekania lazur dyszy;
Pełnieje pieśń owocobrania
W każdym atomie wieszczej ciszy!
Szczęśliwe zaczną dziać się dzieje:
Przefrunie gołąb... wiatr zawieje...
Skrzypnie gdzieś gałąź... liście drgną...
Biodro kobiece dotknie drzewa -
I ot! już huczy w krąg ulewa,
Aż się kolana z nagła gną!

Cóż, że gdzieś ginie lud - z bezsiły?
Ty, palmo, wytrwaj... trwaj... tak trzeba!...
W słupach kurzawy... choćby skryły
Całe w owocach drzewa nieba!
Z godzin tych każda była płodna;
Jutro, znów lekka i swobodna
Pięknych wyrzeczeń wznowisz post -
Jak ktoś, gry zmyśleń wciąż niesyty
Kto wszystkie duszy swej kredyty
Wkłada w jej bogactw ciągły wzrost!

przeł. Roman Kołoniecki
Władysław Włoch




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści

 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio