Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

FRAZY OSOBISTE:

Bogdan Czaykowski
List znad Pacyfiku

Ten list, Drodzy Frazonauci, będzie krótki. Bo rzeczywiście siedzę nad brzegiem Pacyfiku, tego wielkiego oceanu, i mam myśli tak głębokie, że aż boję się je wypowiadać. Tu jest bardzo pięknie. Bardzo pięknie, a jak pojadę dalej, to będzie jeszcze piękniej, tylko inaczej, burzliwie. Tam gdzieś na Tofino fale walą, walą, walą w skały, które sterczą z wody.
Co myśli człowieczek nad takim oceanem? Co może myśleć, co mu wolno myśleć. Niby coś metafizycznie, prawda? Ale to nie jest takie proste, wcale nie jest proste, porównać to moje życie, które tak jakby zostało ostatnio mocno nadłamane, z tym obszarem wody, wspaniałym obszarem wody, po którym chodzą burze, wichry, mgły, w którym pływają wielkie ryby, wieloryby. To są rzeczy jakby niewspółmierne i myśli giną, po prostu rozpływają się, tracą swoją substancjalność, tracą swoją treść nad Pacyfikiem.

Coś powiedziałem o nadłamanym moim życiu. Tak, w pewnym sensie nadłamanym, bo jeszcze półtora roku temu byłem taki zdrowy, taki żywy, taki wesoły, taki pełen energii, pisania, słów ciekawych. No, i co? I tu nagle przychodzi przełom, którego ja nie pragnąłem, nie oczekiwałem, i uderza we mnie jak fala Pacyfiku, ale ogromna jakaś, taka, która mnie zatopi prawdopodobnie. Już jestem zatopiony do pewnego stopnia. Ale ona jeszcze mi zostawia taki maleńki skrawek na piasku. No i ta fala mówi, tak fala mówi, dlaczego nie? I mówi do mnie:
- Bogdanie, szykuj się.
- Do czego ja mam się szykować?
- Zobaczysz...
- No dobrze, Falo, jeżeli ja mam się szykować, to dokąd?
Fala milczy.
Tak to jest z tą przyrodą. W momencie, kiedy chcemy wiedzieć, ona milczy. Badamy jej tajemnice na najróżniejsze sposoby, ale kiedy pytamy ją wprost, ona milczy. Więc co? Napiszemy traktat wierszem o milczeniu nad Pacyfikiem? Czy tak? Może bym napisał, gdybym był w stanie pisać. Muszę dyktować to, co teraz pójdzie do druku. Dlaczego? Bo tak to bywa, że jak się (bierze / ma?) chemioterapię, to człowiek zostaje zdezorganizowany na różnorodne sposoby, włącznie z niemożnością kontrolowania palców, widzenia literek na ekranie komputera, jakiegoś spójnego traktowania swoich myśli. One się tak rozpraszają..., trochę się zbiegają... A tu pusto.

Pacyfik, ogromny obszar wody, do którego nie wiem czy powinienem wejść - może nie jeszcze, a może już przeciąłbym pewne rzeczy, których nie chcę, a których się boję. A równocześnie zrobiłbym to, czego się też boję, więc te nasze dylematy, prawda, te nasze dylematy - aż siła wyższa przyjdzie i sama je przetnie. Ale wtedy to już jest co innego. Wtedy to jest zupełnie co innego.

Pacyfiku mój! Jak leciałem nad tobą, to myślałem sobie: osiądziemy przy tobie na wybrzeżu, stworzymy jakiś ośrodek naszej myśli, naszego życia, tu dzieci wyrosną, pójdą do dobrych szkół, może będą mądre, a może nie, może będą nas kochać, a może nie. Kto to wie, prawda? Nie da się przewidzieć tej dalszej przyszłości....

Jest trochę tak, jak przewidywałem wtedy, a trochę inaczej. Kawał życia za mną. Ciekawego, wspaniałego, gorzkiego, nieprzyjemnego, dobrego, niezbyt z mojej strony mądrego czasami. Patrzę na ten kawał życia, który się przede mną rozpościera nad Pacyfikiem. No, nie zgłębię. A na dalekim horyzoncie małe światełko rybackiego kutra powoli czerń ogarnia... Aż ogarnie.

17.06.2007
Bogdan Czaykowski


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści

 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio