Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Danuta Wołowiec


Wystarczy łupinka nadziei. Wspomnienie o Danucie Saul-Kawce


i to jedno pewne 

jak dwa minus dwa 

równa się śmierć


Wszyscy jesteśmy równi wobec nieuchronności śmierci, lecz serce głęboko boli, gdy umiera osoba o szczerozłotej dobroci. Odeszła Danuta Saul-Kawka (1947−2019) − poetka, społecznik, kawaler Orderu Uśmiechu, przez wiele lat radna Świdnicy. Ogólniki oficjalnych biogramów nie przybliżą, jak wyjątkowym była człowiekiem.

Moja Ciocia, dla której byłam bratanicą, umiała ratować świat. Osobę poruszającą się na wózku inwalidzkim raczej nie podejrzewa się o takie zdolności. Właśnie choroba, dystrofia mięśniowa przyczyniła się do tego, że kruchość życia i znikomość sił wobec przeciwności, z którymi los karze nam się mierzyć, stały się perspektywą jej serca, jej poezji, jej działalności. Stojąc już od lat młodości prawie na skraju życia, bardzo pokochała życie. Szczególnym uczuciem darzyła istoty całkiem bezbronne wobec fal losu, w którego silnym nurcie jesteśmy zawsze tacy samotni. Mając świadomość, że wszystko na tym świecie szamocze się z kaleczącym przez czas przemijaniem, współczująco pokochała wszystko co żyje jak siebie samą.

Jak unieść w sobie tak wielką miłość?

Najpierw skrystalizowała ją jak diament w poezji. W słowach szczerych, intymnych odsłania kobiece, przenikliwe serce, którego przesłanie jest być może bardziej zbawcze dla świata niż maksymy brodatych mędrców.


wszyscy moi podobni

co dzień opuszczani

na niezbadane wody

w łupince nadziei


nie łamcie wioseł

zanim

nie ujrzycie brzegu


Czy do ratowania świata wystarczy łupinka nadziei? Po co wiosło, kiedy rękom brak sił, a ocean nieprzewidzianego napiera na nas? Jeśli kocha się świat jak siebie samego bezbronnego, wystarczy łupinka nadziei, żeby wiosłować przeciw prądowi wszystkich niepełnosprawności, chorób, samotności, zwątpienia, porzucenia.

Prawdziwa miłość nie poprzestaje na samym wyznaniu miłości. Kartki papieru z poetyckim przesłaniem Danuty Saul-Kawki nie pozostały czekiem bez pokrycia. Wielu innych poetów uważało, że ich powinność kończy się wraz z wyczerpaniem inkaustu. Niepełnosprawna poetka poruszała niebo i ziemię za każdym razem, kiedy potrzeba było innym chorym sprzętu, który choć trochę pomógłby w codziennym mozole życia. Na świdnickim forum była głosem tych, którzy nie chcieli być wykluczani z życia społeczności przez bariery architektoniczne. Dzieci obdarowywała tekstami piosenek. Niechciane, porzucane kocięta ratowała od śmierci, znajdowała dobry dom, a swoim kotom udzielała wielu przywilejów.

Dokonywała tych czynów mocą samego słowa, nie mając do dyspozycji własnych zasobów finansowych, lecz tylko niegasnące prośby w imieniu potrzebujących. Jakiej wytrwałości i cierpliwości wymagała ta droga...

Warunkiem koniecznym, by móc komuś pomóc, jest zrozumienie jego potrzeby. Danuta Saul-Kawka nie szczędziła rozmówcy czasu ani współczucia. Zostać wysłuchanym to nieraz bezcenny, uzdrowicielski dar. Większość uczestników międzyludzkiej komunikacji obdziela dobrymi radami i pouczeniami, zanim wybrzmi wstęp osobistego wyznania. I zamyka w ten sposób usta, pozostawiając cierpki posmak wewnętrznego osamotnienia pośród ludzi. Być może czynią tak z obawy, że braknie im sił, by współczuć.

Zdecydować się na wysłuchanie kogoś do dna, wymaga odwagi. Niełatwo zmierzyć się z czyimś gorzkim żalem do świata. Pozwolić na głos ujawnić się skrywanemu bólowi, to jakby prowokować go do pokazania, jaką ma przewagę. Danuta Saul-Kawka nie bała się spojrzeć w twarz ludzkiej niedoli pomimo tego, że wysłuchanie z empatią to niejednokrotnie maratoński wysiłek psychiczny. Usłyszeć werbalną prośbę, to poznać potrzebę, współczująco wysłuchać, to spomiędzy słów zrozumieć przyczyny tej potrzeby, czasem po prostu emocjonalnej, po prostu ludzkiej.

Nieczęsto dzwoniłam do mojej cioci, dlatego jestem jej wdzięczna za to, że wiele razy to ona czyniła pierwszy krok i zdążyłam doświadczyć, jaką ulgę przyniosło oddanie jej życzliwemu i wyrozumiałemu sercu moich rozczarowań. Nieczęsto ją odwiedzałam, lecz dane mi było doświadczyć jej radosnego spojrzenia i uśmiechu, przekonującego mnie, że jestem naprawdę bardzo oczekiwanym gościem. Czułam się przy niej chciana i ważna. Moje życie nie obfitowało w takie chwile, bynajmniej. Dlatego rozumiem prawdziwą wagę jej otwartości wobec osamotnionych. Byłam zbyt nieśmiała, żeby z jej przygarniającego do serca uśmiechu częściej korzystać.

Dać komuś poczuć, że jest chciany i ważny, to ratować świat.

Danuta Saul-Kawka ratowała świat razem ze swoim mężem Franciszkiem Kawką, poetą, moim ojcem chrzestnym. Pomagał jej pomagać, będąc wiernym każdym gestem podania długopisu, herbaty, założenia pantofli, pokonania schodów, krawężników, progów. Setki takich gestów z każdego dnia przez lata sumuje się w ciężar, któremu niełatwo sprostać. A mimo to nie cofał się przed zaangażowaniem w wiele wspólnych inicjatyw.

W kalendarzu katolickim nie ma świętej Danuty, jednakże jestem mojemu ojcu bardzo wdzięczna, że mam imię po cioci Danucie, mojej świeckiej patronce. Będę się starała w tym ją naśladować – więcej uratowanych stworzeń niż napisanych słów.

W dzisiejszych czasach wiele osób bez niepełnosprawności dany im moment istnienia spędza przed telewizyjnym kolażem seriali, reklam i talent show, a jedyny znany im rodzaj heroizmu stanowi przedzieranie się przez tłum w polowaniu na wyprzedaże i nieugięte trwanie w kolejkach do kas. Na tle tego magmowatego, sytego banałami tłumu postać Danuty Saul-Kawki lśni czystą wrażliwością na drugiego człowieka, bezbronne zwierzę, kwiat i sens życia – samo życie.

Cieszę się, że dane mi było ją poznać.


Danuta Wołowiec

Świdnica, 10 lipca 2019 r.




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio