Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści


Danuta Saul-Kawka

Z niepublikowanych wierszy nowych*


W biegu

Mężowi


ty się nigdy nie zatrzymasz
nawet śmierć
połkniesz w biegu
w półsłowie
między jednym rozmachem
a drugim
zdziwiony ostrym smakiem
jaki nagle rozrośnie się
w ustach
i wypełni sobą
każdy protest twojego ciała

papieros wierny zostawisz
na stole
i książkę
kochaną po raz czwarty

powieką przetrzesz
niedorzeczny widok
słońca umykającego oknem
kiedy dzień jeszcze
nie nakręcił budzika
na dalsze jutrzejsze
wychodzenie w deszcz


Ślad


czas marszczy się
w powiększającym lusterku
dokąd tak się śpieszy

podeszwy moich butów
dobiegają końca

gdzie w tym
znaczenie jednostki
gdzie nieśmiertelność
ukrytego skarbu

mogę
poplątać rozum zegarom
mogę
nie patrzeć w oczy lustrom
ale gdy zbiegam podeszwę
zaniemówi mój ślad


Słuchowisko


styczeń złagodniał
pod przymusem śniegu
a mnie rozciągnął się dzień
do pracy

zawiało drogę
do odpływającej Italii

zamykam się przed lodem
a we mnie zima stulecia

błoną z betonu
odgrodzona od reszty mrowiska
nawet ślepa poznam życie
takich samych sąsiadów

ciągle przyciszam
swoje odcinkowe
trochę sensacyjne słuchowisko

tak wyregulowana
jak kolorowy telewizor
w którym czerwone musi krwawić
nawet snom nie pozwalam
krzyczeć
aby nie budzić cudzych


Na schodach


jesień brunatnieje
jak dawny sen

a ja

wciąż podróżuję
pociągiem widmem
już syczy moja spadająca
gwiazda

muszę dokończyć
zwijania kłębka
rozsnutego po kątach łazienki

przeszukuję wagony
nie ma dla mnie
wygodnego miejsca

jak mam śpiewać
o czerwonych stacjach
gdy ktoś mi każe kochać
ten niechciany pociąg

bez kwiatów
matowieję na jego schodach
zziajaną nogą
odpycham podchodzący cel

po co tam jadę
przecież można wyskoczyć
na moście


Trujące światło


stanęła w zamkniętych drzwiach
spojrzała na mnie
wskazującym palcem

w najbardziej żyzną
część ciała
wbiła trujące światło

już nie chcę być kobietą
wyjmijcie ze mnie
wszystkie sprzęty
aby ona
nie miała o co się zaczepić
z czym tańczyć

zabierzcie kwiaty
lecz zostawcie zapach
słońce jeszcze w środku oka
liść gorący jak ptak
dusze nieznanych gwiazd
czekają na chrzest
który nie może się odbyć
beze mnie

wytnijcie słowa
zostawiając dźwięk
puste naczynie
żyje najczyściej

napełnione snami
pęka na mrozie


Rdza


samotność jest rdzą
wżera się w moje ciało
co raz ścieram ją z policzków
rozkwita na nowo

spoglądam w tył
rdza
patrzę przed siebie
rdza
a teraźniejszość jest czarna
od krwi
która we mnie
jeszcze drży

więc mówię do nocy
zabierz mnie z sobą
niech usnę w twoich gałęziach
niech prześpię świat
cały

może zapomnę
o stromych schodach
może razem ze mną
skończy się rdza


Czekając z myślą


piszę do ciebie
bo mi bardzo ciemno
w uszczuplonych mięśniach
zamiast krwi krąży zimno

ułamki deszczu
przepłukują rynny
w żołądku szuka ujścia
wciąż napięta struna

wielka łza stoi ze mną
przy północnym oknie
czeka na szept
twoich kroków

gładzę się wspomnieniem
twojej ręki
ale noc jest mocniejsza
już patrzę jej oczami


Danuta Saul-Kawka


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio