Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Janusz Pasterski


Glosa do ekfraz Andrzeja Buszy



Ilekroć czytam wiersze Andrzeja Buszy, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest on przede wszystkim poetą obrazu. I to nie tyle obrazu odbijającego świat zewnętrzny, ile przetwarzającego rzeczywistość na swój własny sposób, bądź też kreującego ją wedle poruszeń śmiałej wyobraźni. To nacechowanie wyróżniało już jego utwory z debiutanckich Znaków wodnych (1969), wyraźnie zakorzenione w plastycznym pojmowaniu obrazu poetyckiego. Krytycy łączyli to z anglosaskim imagizmem i francuskim symbolizmem, odczytując z zainteresowaniem skrywaną za obrazami sferę znaczeń. Ale Andrzej Busza za każdym razem wymykał się tym uogólnieniom, rozszerzając swoją poetycką paletę czy to o skupienie na przedmiocie, czy o perspektywę narracyjną lub persony liryczne. W jego wierszach zawsze pozostaje bowiem coś więcej niż to, co daje się nazwać i zamknąć w określonym pojęciu, jakiś promień, który ciągle skierowany jest gdzieś indziej i zdaje się drążyć dalej i głębiej.

Prymat obrazu poetyckiego łączy się też w poezji Andrzeja Buszy z przywiązaniem do szczegółu, postrzeganiem świata w kategoriach antynomii, dualności, śledzeniem form, kształtów, jakości wizualnych. Jest to tym bardziej widoczne, że poeta emigrant swego duchowego zakorzenienia szuka w tradycji kultury, o której wielokrotnie mawiał, że w pewnym sensie jest jego ojczyzną. Trwałość i ład kultury są dla niego remedium na paroksyzmy dwudziestowiecznej historii. To właśnie kieruje jego uwagę również w stronę sztuki, zwłaszcza malarstwa i muzyki. Przykładem najbardziej znanym jest krótki poemat Pory roku z tomu Glosy i refrakcje (2001), oryginalne połączenie „szkicu z natury” z reminiscencjami wielkiego malarstwa, ślad „czytania” rytmu przyrody szyfrem sztuki. Zainteresowanie poety dziełami mistrzów pędzla powróciło teraz w jeszcze innej formie – cyklu lirycznych ekfraz, układających się w rodzaj małej „galerii sztuki współczesnej”.

Podobnie jak w odniesieniu do literatury źródła zainteresowań Andrzeja Buszy dwudziestowiecznym malarstwem tkwią w doświadczeniach awangardy, zwłaszcza surrealistów i abstrakcjonistów, ale także ekspresjonistów. W salonie wystawowym jego galerii spotykamy dzieła Salvadora Dalí, Maxa Ernsta, Paula Klee czy Edwarda Muncha. Uwagę poety przyciągają obrazy o niesłychanie silnej urodzie plastycznej, odwołujące się do wyobraźni i nasycone podskórną energią. Niepokojące i zaskakujące, odkrywcze malarsko, metaforyczne i ironiczne. Malarstwo fascynuje poetę jako forma najwyższego skupienia na widzialności świata, ale także jako kondensacja autotelicznych zdolności przedstawiania. Dlatego Busza wybiera spojrzenie surrealistów, które zespala świat widzialny z tkanką ukrytą, ale nie mniej obecną. Szuka wyjątkowości patrzenia, wykraczania poza to, co tylko widzialne, dostrzegania więcej, budzenia nowego. Jednocześnie wie dobrze, że obcowanie z czymś co dopiero tworzy się w oku patrzącego nie jest uchwytne przez detaliczny opis, bedekerową rozlewność. Jego język jest oszczędny, zwięzły, a taka eliptyczność mówi więcej niż długie frazy wyliczeń. Nigdy zresztą nie opisuje obrazów w mimetyczny sposób, a raczej je „czyta”, przykładając filtr własnej wyobraźni do tych i tak szalenie oryginalnych (często wręcz poruszających) dzieł malarskich. Takimi są na przykład Stworzenie ptaków Remedios Varo czy Autoportret Leonory Carrington.

Wiersze Andrzeja Buszy warto czytać właśnie kluczem wyobraźni, nieoczywistych związków, zaskoczeń, antynomii niesłychanej urody świata i skrywanego, przezierającego zza złotych odbić pesymizmu. To zestawienie jest chyba najbardziej tragiczne: piękno i marność, lekkość i groza, cud istnienia i pękanie, zanik, ślepota. Poruszający jest skowyt morza zrównany z dobiegającym z głębin głosem zranionego Krakena (Der Schrei der Natur), niepokojące katarakty w tęczówce oka (Oko), tajemnicze kaniule z kolorowymi cieczami (Alchemia), piękna i tragiczna Frida (Autorretreto). Bardzo refleksyjne wiersze, jest w nich równocześnie chłód i żar, mrok morza i blask słońca, zabawne „da da da” Celebesa (Słoń Celebes) i „czarne chamry” sączące się ze szczelin (Sen Salvadora), a więc najbardziej charakterystyczne cechy tej poezji. Domaga się ona nie tylko myślenia, wysiłku, ale też otwarcia wyobraźni. Tak jak w przypadku utworu Sanok, w którym w bazaltowy pejzaż Beksińskiego wnika zło z Szekspirowskiego Makbeta.

Na podkreślenie zasługuje też jeszcze coś innego, mianowicie zdumiewająco oryginalna polszczyzna poety, który całe życie spędził na emigracji, w żywiole innych języków i kultur, pisze równolegle w języku angielskim i z wielką ostrożnością podchodzi do własnej mowy. A tymczasem jakby wbrew tym wszystkim obawom i zastrzeżeniom zdumiewająca precyzja językowa, oryginalność słowotwórcza, sięganie po słowa z różnych rejestrów mowy w połączeniu z podskórną dźwięcznością oraz śmiałością wyobraźni.


Ekfrazy Andrzeja Buszy są przykładem nie tyle samego opisu wybitnych dzieł malarskich, ile raczej ich osobistego „czytania”, wychodzenia poza elementy opisowe, podążania za myślą uchwyconą w kontemplacji. Śladem nieustającego podążania od estetyzmu do egzystencji, od piękna do życia, od sztuki do człowieka.



Janusz Pasterski




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio