Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści


Wano Krüger


Pożegnalny pocałunek Iljicza

Inessie Armand, Grigorijowi Zinowjewowi
i wszystkim robotnikom...


Wilczycę, której zabili szczenięta, zawiewała
Sroga zima 1924 roku,
Jej mróz mieszał się z chłodem, który panował w sercach
Setek i tysięcy ludzi, którzy, w żałobie, zbierali się wtedy
Na placu Czerwonym.
I kiedy Iljicz nieruchomo leżał w trumnie,
I nikt nie wiedział, gdzie jest zimniej, na dworze czy w duszy,
Z woskowych ust Lenina
nagle sfrunął czerwony motyl,
Rozcinając swoimi płomiennymi skrzydłami zimne
mroźne powietrze,
Które całe było
ozdobione lodową siecią szronu,
Niby na strychu
powietrze przesiąknięte pajęczyną i kurzem.
Motyl trzepotał coraz bardziej i bardziej stanowczo
W niemym zdziwieniu tłumu...
Aż jego czerwone skrzydła zlały się ze słońcem,
Świecącym nad czerwoną flagą, która smutnie górowała
nad moskiewskim kremlem,
opuszczona w dzień żałoby...
Przejęci czerwonoarmiści zesztywnieli na chwilę,
A potem zaczęli
zrywać z siebie ordery i medale
młodego Kraju Rad,
Rzucając je do trumny z jego martwym wodzem,
W nadziei na to, że również oni
zmienią się w motyle...
I lód na rzece Moskwie popękał...


Stalin


[1929]

Ojciec Stalin
Nocami siedział na Kremlu,
W ciemności,
Spotykał się z duchami martwych.

[1939]

Kreml utonął w mroku.
Tylko
Rubinowe gwiazdy
Płoną,
I jedyne okno
Świeci się wiecznym ogniem –
Ojciec Stalin
Myśli o narodzie
Nawet w nocy.
Naród wie i się boi.

[1949]

Ojciec Stalin podnosi kielich:
„Piję za naród rosyjski –
Za podstawę imperium,
Które zbudowałem na naszych kościach
– Najmocniejszym fundamencie z wszystkich możliwych,
Na arcydziele,
Napisanym
Własną
Krwią.

[1959]

Ojciec leży w Mauzoleum,
Przypominającym ołtarz Pergamoński,
Mój tron,
Razem z Mahatmą Leninem,
Który dostał
Pozdrowienia z dalekiej
Szambali.

[2009]

Nie przyniosę Ojcu Stalinowi
Kwiatów.
Przyniosę mu
Własne płonące serce.
Róże przyniosę
Allilujewej.


Łagodny uśmiech Berii


Łagodny uśmiech Berii
  Obiecuje dzieciom wszystko, co najlepsze.
W szczególności cukierka
  „Atucik”
  Obiecuje dzieciom łagodny uśmiech Berii,
Prawie jak uśmiech Michaela Jacksona
  Czy dobrego katolickiego księdza.
Prawdziwego, smacznego
  Czekoladowego cukierka.
Ze wszystkimi fallicznymi domysłami.
   (Bo jakże to bez nich?).

Łagodny uśmiech Berii
   Obiecuje niepełnoletnim dziewczętom 
Namiętny seks
…a może i chłopcom
   To obiecuje
     Łagodny uśmiech Berii.
Przecież zasada Kraju Rad
  Jest znana:
      „Wszystko, co najlepsze – dzieciom!”

Beria stosuje się
Do zasad Państwa Rad
I Kodeksu moralnego 
budowniczego komunizmu.
O czym świadczy
 Zwłaszcza
     Jego łagodny uśmiech.
A dzieci
 Potwierdzą
  W czasie procesu sądowego.
    Że Beria dotrzymuje
      Nienaruszalnych zasad
        Kodeksu moralnego
           Budowniczego komunizmu,
Poinstruowane
W NKWD,
  Jak należy prawidłowo mówić.

Łagodny uśmiech Berii – 
Uśmiech człowieka, który nigdy nie zdradzi,
  Nawet jeśli okaże się
Brytyjskim szpiegiem,
  Co zresztą wyszło na jaw.
Czy może zrobić coś złego
Człowiek,
   Który tak się uśmiecha? 
Jasne, że nie!  

Łagodny uśmiech Berii – 
  Uśmiech człowieka,
Drugiego w państwie.
  Wyżej jest tylko Stalin – 
Ale to już uśmiech B-ga. 

Łagodny uśmiech Berii
  Opromienia dzieciństwo moich dziadków,
A częściowo i moje –
Ja też kocham komunizm
I
Łagodny uśmiech Berii
  Jak to widać
    Z tego wiersza. 

Przecież
hasło Kraju Rad
Jest znane:
„Wszystko, co najlepsze – dzieciom!”


Maleńka śliczna dziewczynka


Jakie to szczęście – mieć sąsiadów.
Przyjemnie wiedzieć,
Że obok ciebie
Mieszkają żywi ludzie.

Młoda para.
Z maleńką śliczną dziewczynką
W czerwonej sukieneczce nad kolana,
Która rozchyla się,
Kiedy dziewczynka się bawi,
Czy jest niegrzeczna.

A kiedy zrywa się wiatr,
Który podnosi czerwoną sukieneczkę nad kolana
Jeszcze wyżej,
Można nawet zobaczyć
To, czego oglądać w ogóle nie należy.

Przyjemnie jest patrzeć
Na maleńką śliczną dziewczynkę
Maleńką śliczną maleńką dziewczynkę,
Miłą maleńką dziewczynkę
W czerwonej sukieneczce nad kolana.

Nigdy nie wiedziałem,
Że zgwałcę
Maleńką śliczną dziewczynkę
W czerwonej sukieneczce nad kolana.


Śmierć w Pekinie

Postanowienia zjazdu – w życie!
Maksyma


Postanowienie XII
Wszechchińskiego Zjazdu
Komunistycznej Partii Chin:
W jednej rodzinie – jedno dziecko!

Nie jest potrzebna Chińczykom
Zbyt wielka ilość ludzi –
Zbyt wielka ilość ludzi
Utrudnia wcielenie postanowień
Komunistycznej Partii Chin.

Zbyt wielu maleńkich Chińczyków
Nie zasłużyło
Na czerwony mandat na życie
Wedle podpisu towarzysza Zhao Ziyanga,
Z portretem towarzysza Máo Zédōnga.

I każdy nowo narodzony
Widzi
Zamiast matczynych piersi
Stanowczą twarz hunwejbina,

I słyszy
Jego milczące pytanie:
„MANDAT?!”
Nie ma mandatu – nie ma życia.
Po co życie bez mandatu?

I każdy Chińczyk,
Narodzony poza prawem,
Obowiązkowo poczuje
Zimne ukłucie eutanazji,
Jak pocałunek towarzysza Mao.

Zgodnie z postanowieniem Zjazdu
Komunistycznej Partii Chin
Całodobowo
Trwa w Pekinie misja śmierci –
przez izby porodowe Pekinu
Stanowczo kroczy
Wysłannik KC –
Czerwony komisarz – towarzysz Śmierć.


Izolatka CSK


Śmiertelnie chory Andropow leży w kremlowskiej klinice,
I gorące serce czekisty płacze żylną krwią,
Zalewając jego czyste ręce,
I szpitalną bieliznę
Koloru flagi contras.

W telewizorze Rubin C-266D,
Dostępnym tylko dla nomenklatury,
Śmiertelnie chory Andropow uważnie
Wpatruje się w burżuazyjny film –
Sagę o agencie Jamesie Bondzie.

W młodym, czterdziestoletnim przystojniaku,
Idolu kobiet krajów Trzeciego Świata
(i złotego miliarda,
i nawet krajów Paktu Warszawskiego),
Śmiertelnie chory Andropow widzi siebie –
młodego czekistę za migotliwym ekranem
cudu radzieckiej techniki
W zamkniętej izolatce kremlowskiej kliniki
Dla najwyższych urzędników partii komunistycznej.

To on! On!
Młody piękny czekista,
Przenika wszystkie plany NATO,
Wykańcza reakcję w Chile,
Ratuje Fidela Castro
I Che Guevarę,
Strąca koreański samolot,
I osobiście zabija Amina.

To on uwodzi Margaret Thatcher,
I proklamuje Brytyjską Republikę Radziecką
na Trafalgarze.

Na Łubiance
Stawiają mu pomnik
Obok Dzierżyńskiego,
Śmiertelnie chory Andropow już widzi
go z okna
Zamkniętej izolatki szpitala na Kremlu
Dla najwyższych urzędników partii komunistycznej.

Widząc to:
Za błyszczącym ekranem –
siebie młodego, idola kobiet,
Śmiertelnie chory Andropow płacze,
Brudząc żylną krwią
Migotliwy ekran.


Desant muchomorów-faszystów
25 kwietnia 1945 roku w Berlinie podczas
szturmu Armii Czerwonej


Kiedy Armia Czerwona szturmowała Berlin 25 kwietnia 1945 roku,
Pośród tego zbombardowanego zwyciężonego miasta,
którego ulice mogły zaprowadzić tylko
do pustych pudeł budynków z czarnymi przepaściami zamiast okien,
Tak oto, pośród tego całego wojennego bałaganu
Nagle wylądował desant muchomorów –
Ostatniej nadziei Reichu, wymusztrowanej w podziemiach i piwnicach SS.
Muchomory były ogromne, z pijanymi radosnymi oczami
I szerokimi odsłoniętymi w uśmiechu zębami
Pod rondami czerwonych kapeluszy,
Ozdobionych maleńkimi czarnymi swastykami,
Muchomory chwytały radzieckich żołnierzy,
Wpychały ich do rozdziawionych paszczęk,
Nawet nie zdejmując z nich karabinów,
Odgryzały głowy,
wypluwając ich zielone hełmy z czerwonymi gwiazdami:
Kłap – poleciał hełm, wystukując na berlińskim bruku
„Horst Wessel” ku radości niemieckich muchomorów.
Kłap – poleciał drugi, wystukując „Deutchland, Deuschland uber alles!”,
Pac – poleciała czapka majora Armii Czerwonej, nie zdoławszy wystukać nic.
A kiedy muchomory zakończyły bankietowanie,
Wszystkie naraz zatrzepotały czerwonymi rondami kapeluszy
I wzleciały szerokim trójkątem w niebo,
Gdzie już po kilku chwilach przypominały
Tylko stadko niewielkich czerwonych parasolek...


Wano Krüger
Przełożył Bohdan Zadura


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio