Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści


Braha Rosenfeld


Na chodnikach białego miasta


Na chodnikach białego miasta
Otwierają się
Kolorowe parasole

Lato jak balon z helem
Goni do słońca
Chmury nie wchodzą mu w drogę

Muzyka wskrzesza fale
a gorące wiatry brzdąkają
na gitarze pogłosek

Z nasion zaimprowizowanych snów
Wyrasta wieloramienna rzeczywistość


Ulice wiedzą


Ulice wiedzą dokąd pójść –
W Tel Awiwie każdy róg jest
kawiarenką

Tu karmią się samotnością
I piją milczenia małymi łykami
rozpaczy

potem można pofrunąć na chmurce zapachu
co goni cię jak woń potu i oburzenia
i rozdmuchać się na cztery wiatry zatraty

***

Kawiarnie –
poczekalnie na dzwonki i świsty
I oczy wypełnione
oknami
Ukrywającymi światło

Zdumienia gromadzą się na napiętym czole
Znaki zapytania migają
Jak kursory
Tam i z powrotem

***

Rozmawia się językiem elektronicznym –
Obala głosy
Usuwa niuanse

Ma pustkę w uszach

Czy można poczuć ciepło słów
Które nie mają głosu?


Odgadnąć


Tutaj ja nabywam umiejętności
podsłuchiwania i podglądania

Próbuję się czegoś nauczyć
z oczu i ust
gości

i coś wywróżyć
z pustych krzeseł


Los


Ktoś widzi w swojej kawie
krople wosku ze swoich topniejących skrzydeł
ktoś widzi toczący się głaz
inny widzi swoją przyszłość

Na skrzyżowaniu cienia i chłosty
czas powala i
ucieka


Kompromis


W rywalizacji o przewagę smaku
słodycz cukru i jego namiastek
walczy z goryczą kawy

jakąś receptą na kompromis
jest dodatek mleka

jeszcze ma w ustach smak niemowlęctwa


Odkrycie


Na dachu Instytutu Francuskiego w Tel Awiwie
stoły są już ustawione
młodziutkie drzewka oliwne pokornie wchłaniają
dymy miasta

krzaczki rozmarynu dzielnie odganiają komary i zapachy
które ulatniają się z sąsiednich karczm i barów

Morska bryza domaga się wentylatorów

Parne powietrze leży jak wilgotna chmura
gromadzi głosy pustyni

Nowe wieżowce piętrzą się nad starymi budynkami
drwiąc z prastarych piasków, z ich siły improwizacji

poeci czytają wiersze –

ja, zaabsorbowana orientalną melodią
bezkresnych tęsknot, pustynnych wiatrów
nie pojmuję słów

daleka kochanka otulona mirrą
czeka w mroku magazynu snów

wycieńczone pustynne statki usilnie dążą do
źródła wody

derwisze wirują odurzeni zapachem wina
leniwie ulatnia się z kieliszków

piaskowy kurz tańczy do omdlenia
pudruje blask
i podziw

latarnia na szczycie żurawia zapala się niespodzianie
jak nieoczekiwany statek kosmiczny
nagłe światło gwałci błogi zmierzch

a ja w pępku miasta odkrywam melodie pustyni
w których płyną, płyną wody
wielkiej tęsknoty do Matki Ziemi –

jak bym odkrywała całą starożytną
Aleksandryjską
bibliotekę.


Obcość


Wszyscy są mi obcy
Jestem obca wszystkim

Można pokochać tę obcość
Można ją namalować pawim piórkiem

Można ją schować za parawanem i maską
Wydrążyć do sedna prawdy
i rany

Można utopić jej smutek w laptopie i smartfonie
a potem się uśmiechnąć całkowitym
kłamstwem


Pustka


Czasami znajduje się zagubiony klucz
I otwiera
Pustkę

Wchodzi się w nią jak we łzę
Ucieka jak od szatańskiej kary


Otchłań


Mówię ziemia –
moje usta hodują korzenie, łodygi
i liście

Mówię woda –
w głowie mi sączą się wody
by wytrysnąć z otworów

mówię JA
I kurczę się powoli
w ciszach
otchłani


Trzymać


Ktoś stoi na krawędzi czasu
Ktoś inny u progu zguby

Ja siedzę
wahadło mojej wyobraźni nadal się porusza

zegary gubią kierunki

przyszłość już nadeszła
z wiatrem ulatnia się teraźniejszość
którą słowa próbują wciąż
zatrzymać


Radiacja


Jestem kobietą która promieniuje
jonizując wokoło

tylko odważni poszukują mojej bliskości
kiedy wszystkie palące iskry
oddalają


Sarna


Samotność jest sarną
nie przez jej piękne oczy
nie przez jej zwinne nogi

przez ucieczkę


Z hebrajskiego przełożyła Braha Rosenfeld
Redakcja Bohdan Zadura


powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio