Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści



Joanna Sarnecka



LITERATURA JAKO PAMIĘĆ MIEJSCA, PISARZ JAKO ARCHIWARIUSZ. RZECZ O KALMANIE SEGALU


Pani Icie Segal



Ryzykowne jest pisanie o literaturze w kontekście pełnionej przez nią funkcji, ustawianie jej w roli służebnej względem innych obszarów rzeczywistości. Twórczość ma swoją wartość niezależnie od tego czy pełni, czy też nie jakieś istotne społeczne zadania. To jasne. Niemniej z pewnej perspektywy, np. z czasowego oddalenia, widać nowe znaczenia, których nie sposób pominąć. Literatura jest pamięcią, zapisem, mentalną mapą pokoleń, archiwum myśli, wątków, tropów. Dzieje się to siłą rzeczy. Każdy pisarz to przecież uczestnik konkretnego czasu i miejsca. Niektórzy z pełną świadomością, nie pisząc historycznych dysertacji, a parając się literaturą, wiedzą, że tworzą coś w rodzaju kapsuły czasu, która za dziesięć, dwadzieścia, czy pięćdziesiąt lat nabierze nowego znaczenia i stanie się cennym świadectwem.

Tak jest w przypadku twórczości Kalmana Segala (ur. 29 grudnia 1917 w Sanoku, zmarłego 18 maja 1980 roku w Jerozolimie) – pisarza, poety, autora słuchowisk i radiowych adaptacji. Różnorodne formy wyrazu cechuje dbałość o literacki warsztat. Zanurzając się w jego świecie, niewątpliwie obcujemy z dobrą literaturą, doświadczamy walorów estetycznych tekstów, chętnie dajemy się uwieść fabułom, obrazom, słowom. Segal zdecydowanie wart jest przypomnienia. Po czasie, kiedy wydawany był chętnie, z powodów politycznych wycofywano nakłady jego książek i zacierano po nim ślad. Tym bardziej czas już odnaleźć drogę do tego ważnego pisarza migrującego pomiędzy dwoma światami – polskim i żydowskim, niezwykle płodnego i wytrwałego. Wydał aż osiemnaście tomów w języku polskim oraz dziesięć w jidysz. Był także laureatem nagród literackich. Pisał różnorodnie. Lubił krótkie formy, ale ma w swym dorobku kilka powieści, tworzył także słuchowiska radiowe i wiersze. Jego teksty oscylują między chagallowskimi, sentymentalnymi opowiastkami z przedwojennego sztetla a awangardą i literackim eksperymentem.

Powieść życia Kalmana Segala nosi tytuł Śmierć archiwariusza. Została wydana po raz pierwszy w 1967 roku. Narrator podąża śladami pewnego wyjątkowo nudnego, zdawałoby się, zwykłego człowieka – pracownika archiwum, Jerzego Kobalewskiego. Powoli odsłania kolejne warstwy, którymi zamaskowana jest prawda o złożonej, niejednoznacznej tożsamości bohatera, o zagmatwanej historii, która jest przez niego wypierana, by mógł żyć. To wielka zasługa Segala, że rozpoznał istotny temat w tożsamości człowieka pogranicza, z której rodzi się specyficzna postawa pewnego wycofania i konformizmu. Zręcznie meandrując i płynąc po powierzchni rzeczywistości, można zostać niezauważonym nawet w wojennym wirze. Dzięki temu jednak da się poczynić obserwacje, można być obok, ale być świadkiem. W kontekście całości dorobku literackiego pisarza można odnieść wrażenie, że postać archiwariusza jest może nie tyle alter ego samego Segala, ale kimś mu duchowo bliskim. Kim bowiem jest pisarz wobec nurtu historii, jak nie świadkiem właśnie. Tak swoje zadanie rozumiał sanocki autor. W obliczu doświadczeń wojny czuje zobowiązanie wobec tych, co zginęli, wobec całego narodu żydowskiego, z którym wcześniej nie bardzo się utożsamiał i wobec przyszłości. W pewnym sensie to on więc jest sanockim archiwariuszem.

W 2017 roku minęło sto lat od urodzin Kalmana Segala. Przyszedł na świat w Sanoku. Na peryferiach tego miasta jego żydowska rodzina uprawiała niewielkie gospodarstwo rolne. Dziadek prowadził karczmę w pobliskiej wsi Trepcza. Segal dorastał i kształtował się właśnie w Sanoku, a może lepiej jest powiedzieć, że przez Sanok był kształtowany. To niewielkie galicyjskie miasteczko było wielokulturowym tyglem. Okres międzywojnia był czasem dzieciństwa i młodości pisarza. Stąd może wynika idealizacja tego mikrokosmosu pełnego różnych języków, ślącego wielojęzyczne modły ku Bogu. Ukochane „Miasteczko” – jak czule nazywał Sanok, z perspektywy czasu wydawało mu się rajem, miejscem pokojowego, dobrego współistnienia różnych kultur, religii, języków. Miał jednak wiedzę i pełną świadomość kruchości tej harmonii. W przeszłości nie brakowało napięć, zła, trudności i bolesnych iskrzeń. Śmierć archiwariusza sięga wstecz aż ku powstaniu Chmielnickiego.

Ta perspektywa historyczna i baczne przyglądanie się mieszkańcom pogranicza, ich patchworkowej tożsamości owocuje świadomością, że dobro i zło nie są przypisane do jednych grup, nacji czy religii, a innym niedostępne, że granica między czernią i bielą nie jest oczywista i prosta, przebiega w konkretnym człowieku, realizując się w jego niekiedy dramatycznych i zawsze uwarunkowanych decyzjach. Ta refleksja powraca w tekstach Segala, problematyzuje tematy etyczne i egzystencjalne, wskazuje na złożoność i konieczność wstrzymania się od prostych osądów. To ogromny walor tej twórczości i zarazem jej filozoficzna podstawa, która przywodzi na myśl choćby sposób, w jaki o człowieku myślał Emanuel Levinas. Trudna historia staje się też dla Segala wyzwaniem, by za wszelką cenę obronić dobro, ochronić godność człowieka nadszarpniętą złem wojny. Jego bohaterowie przeżywają przemianę albo ujawniają, doświadczeni trudami życia, pokłady cierpliwości i wrażliwości, których trudno się było po nich spodziewać. Przykładem może być Zyskind, sanocki Żyd, przed wojną bogaty i władczy, potem złamany i odarty z resztek nadziei. Segalowska antropologia jest więc apologią człowieczeństwa także wtedy, kiedy – z udziałem człowieka i z jego przyczyny – dzieją się rzeczy straszne.

Ten światopogląd z pewnością może wydawać się naiwny. Ma jednak w sobie coś z postawy filozoficznej, która przenika powierzchnię rzeczywistości i pozwala widzieć więcej i głębiej. Segalowski idealizm znakomicie uwidocznił się w krótkim opowiadaniu, przypowiastce Egzotyka opublikowanym w książce Magdaleny Ruty Pomiędzy dwoma światami. O Kalmanie Segalu. Narrator dociera do niewielkiej wyspy, której mieszkańcy są niezwykle uprzejmi, mili i uczynni. Opowieść kończy moralizująca puenta: „może chcecie wiedzieć, gdzie leży ta wyspa? Nie, nie mam jej na żadnej mapie. Jeśli jednak pragniecie do niej dotrzeć, bądźcie tacy, jak jej mieszkańcy… Szczęśliwej podróży”.

Widać, że Segal nie tylko tak postrzegał ludzki świat, jako głęboko dobry i pragnący dobra, ale stawiał sobie też za zadanie przypominać o tym i sprawiać, by ten świat stawał się lepszy. Sądzę, że było to jedną z przyczyn, dla której od młodości Segal sympatyzował z komunizmem. Widział w nim szansę na lepszy, bardziej sprawiedliwy świat, w którym ludzie nie będą się dzielić na Żydów, Polaków, Rusinów czy Ukraińców, ale będą – jako bracia – tworzyć ludzką rodzinę. Wiadomo, że realizacja daleka była od tych ideałów, czego zresztą sam w końcu boleśnie doświadczył.

Drugą przyczyną fascynacji komunizmem było doświadczenie domu rodzinnego i życia w żydowskim getcie kulturowo-społecznym, z którego trudno było się wyrwać. Bieda, brak możliwości edukacji i rozwoju na równi z polskimi kolegami głęboko zapadły Segalowi w pamięć i ukształtowały jego życiową postawę. Z przyczyn finansowych pisarz musiał przerwać edukację w połowie szóstej klasy. Wiedzę, umiejętności, wspaniały pisarski warsztat nabył i wypracował sam. W jego literackich aspiracjach wspierał go kolega ze szkolnej ławy, Marian Pankowski.

Było więc w życiu Segala kilka kluczowych doświadczeń, które obecne są w jego powieściach, opowiadaniach i wierszach. To bieda i życie pomiędzy światem żydowskim i polskim, egzystencja w wielokulturowym Sanoku, które wydawało się miejscem niemal idealnym, bezpiecznym, pełnym uroku, otoczonym ojcowskim ramieniem Gór Słonnych i opasanych fosą Sanu, która sprawiała, że świat na zewnątrz był daleki i prawie nierealny. Idylla skończyła się wraz z II wojną światową. Tu zaczyna się kolejny rozdział w życiu Segala. Jak wielu żydowskich mieszkańców pogranicza zdecydował się przejść przez San na sowiecką stronę, by szukać schronienia przed nieuchronną katastrofą. Został aresztowany, a następnie, wraz z rodziną, zesłany na Syberię. Spędził tam wszystkie wojenne lata. Z tego okresu pochodzą znakomite opowiadania, w których dzieli się łagrowym doświadczeniem, nie porzucając charakterystycznego dla siebie optymizmu i wiary w ludzi.

Segal był świadomy, że w czasie kiedy on był na Syberii, w Polsce dokonało się najgorsze, że bliscy, znajomi, krewni – prawie wszyscy, którzy pozostali, zginęli. Holokaust był ostateczną zagładą świata, który Segal pamiętał, który zbiegł się w tej pamięci z domem rodzinnym, młodością. On, który wcześniej niespecjalnie utożsamiał się ze światem żydowskim, teraz poczuł przynależność i zobowiązanie, by pamiętać o tych, których nie ma. To wydaje się centralnym punktem powieści Śmierć archiwariusza, ale też przebłyskuje w wielu tekstach, w żydowskich imionach i nazwiskach, w przywoływanym języku.

W Śmierci archiwariusza Segal wprost opisał Holokaust sanockich Żydów. Wprawdzie nie był bezpośrednim świadkiem, jego wiedza pochodziła z drugiej ręki, było to jednak przez niego bardzo głęboko przeżyte, stało się piętnem i wezwaniem. Dramat rozgrywa się w powieści na kilku poziomach: mamy okoliczności II wojny światowej, mamy małe miasteczko doświadczające jej tragedii w bardzo konkretny sposób, mamy w końcu zamieszkującą go społeczność żydowską, która cierpi w sposób szczególny, a zwieńczeniem tych piekielnych kręgów wydaje się być dramat konkretnych ludzi – głównego bohatera i pięknej Reginy Dampf, córki sanockiego restauratora. Rodząca się miłość i czułość zostają tragicznie przerwane. Regina decyduje się iść na śmierć ze swoją społecznością. Archiwariusz Kobalewski także ma w sobie żydowską krew, ale ma też inne tożsamości, może je wybrać, może wycofać się w głąb swojej bezpiecznej, zwykłej codzienności i uniknąć wojennej zawieruchy. Utrata ukochanej sprawia jednak, że nic już nie jest takie jak dawniej. To jasne, że świat raz na zawsze się zmienił.

Dopełnieniem tej historii jest sporych rozmiarów opowiadanie, czy też mikropowieść Błękitna kawiarnia, wydana w stulecie urodzin pisarza przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Sanoku. Kawiarnia u Dampfa, która faktycznie mieściła się przy sanockim deptaku (ul. 3 Maja), w której archiwariusz Kobalewski – bohater Śmierci archiwariusza – zwykł był śniadać, teraz jest kawiarnią, której drzwi są zarazem przejściem na tamtą stronę rzeczywistości. To również zapis głębokiego poczucia, że znany świat umarł, tu już go nie ma i nie będzie, być może wiedzie widmowe życie w innej rzeczywistości, a na pewno żyje w pamięci.

Po wojnie Segal wrócił do Polski, ale w Sanoku nie było już miejsca dla Żydów. Znajduje bezpieczny dom na Śląsku, gdzie pracuje w Polskim Radiu Katowice jako felietonista, twórca słuchowisk i adaptacji radiowych. Jego komunistyczne sympatie przynoszą mu profity. Jest chętnie publikowany, staje się popularny. Także i ten okres w jego życiu dobiega końca. Przychodzi marzec 1968 roku i nagle żydowskie pochodzenie staje się znów, jak w czasach wojny, przyczyną prześladowań. W 1969 roku Segal niechętnie, ale podejmuje decyzję o emigracji do Izraela. Resztę życia spędza w Jerozolimie, nie mogąc uporać się z tęsknotą i wciąż wspominając małe Miasteczko nad Sanem. Tym trudnym uczuciom dał wyraz w wielu tekstach, między innymi w poruszającym opowiadaniu zatytułowanym Uliczka, w którym główny bohater, wędrując ulicami Jerozolimy, wspomina dom rodzinny, a obca, sefardyjska synagoga przywodzi na myśl ojca i jego tefilin. Rozstanie z rodzinną okolicą staje się tożsame z odejściem dzieciństwa, śmiercią rodziców, a świat, za którym boleśnie tęskni narrator, nie jest już dostępny. Podobnym doświadczeniem dzieli się Segal w wierszu 1946:


Znów ujrzałem mój stary dom

porośnięty dzikim winem

w blasku słońca […]

Jeszcze tylko zielona łąka milczy kminkiem

A ogród – jaśminem

Wzrok mój z uporem przebija niebo

Mam odejść?

Dokąd?


W wersji wiersza, którą Segal napisał w 1952 roku, zakończenie brzmiało: „ – nie odejdę stąd, nie odejdę”. Autorskie tłumaczenie przytoczone przeze mnie wcześniej, pochodzi z roku 1979. To rozstanie, odejście już się dokonało.

Ważnym aspektem twórczości Segala jest jego stosunek do języka, a raczej języków. Jidysz stanowił język domu, język matki. Polszczyzna stanowiła dla niego drogę do szerszego świata, język edukacji, drogę wyjścia z żydowskiego getta. Wprawdzie Segal wydał w języku jidysz kilka tomów, nigdy nie wyrażał się w tym języku tak bogato i precyzyjnie jak po polsku, nie pisał też w tym języku poezji. Można powiedzieć, że Segal w ogóle nie tyle pisał w jidysz, co tłumaczył na ten język własne teksty pisane po polsku. Sprawę tę szczegółowo analizowała Magdalena Ruta we wspomnianej książce Pomiędzy dwoma światami. O Kalmanie Segalu. Kwestia języka wskazuje także na tę szczególną tożsamość polskiego Żyda, Żyda Polaka, Polaka Żyda.

Różnorodna twórczość literacka Kalmana Segala warta jest poznania. Z okazji stulecia urodzin pisarza Fundacja na Rzecz Kultury „Walizka”, którą mam przyjemność prowadzić, podjęła wiele inicjatyw, by o Segalu znów zrobiło się głośno. Odbyły się spotkania, m. in. w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie i Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie oraz w Muzeum Historycznym w Sanoku, połączone z czytaniem performatywnym. Powstała strona internetowa www.kalmansegal.pl, na której zgromadzono nie tylko informacje o życiu pisarza i jego twórczości, ale także wiele opowiadań, w tym cykl tekstów łagrowych, oraz kilka omówień i esejów o Segalu. Odbyły się także warsztaty dla sanockiej młodzieży i gra miejska Śladami Segala. Najcenniejszym jednak efektem obchodów urodzin pisarza były wydane książki, dzięki czemu Segal znów zagościł na półkach księgarń. To chyba najlepszy prezent, jaki można sprawić pisarzowi.

Teksty sanockiego pisarza mają, oprócz walorów literackich, jeszcze inny, istotny walor. Stanowią zapis pewnego świata, który na zawsze przeminął, stanowią także jedyne świadectwo dramatu tutejszych Żydów. Archiwariusz Kalman Segal wzywa do pamiętania. Jak sobie z tym radzi jego ukochane Miasteczko dziś? Zapraszam, by odwiedzić to szczególne miejsce, spojrzeć na nie oczami pisarza, usłyszeć słyszane przez niego dźwięki, poczuć obecność i odtąd nigdy już o nim nie zapomnieć.




powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio