Wyszukiwarka:

 


 



<<< powróć do spisu treści

Zbigniew Joachimiak

z cyklu Moje ręce córki

 

Ma wiele ramion

delikatnych i ruchliwych.
Dotykają wciąż i wciąż na nowo, od początku od samego
Początku, od dotkliwości i tkliwości aż do bólu, od nowa do bólu, do starego nowego bólu
aż ramiona się załamują ręce wykręcają.
Nie kończy się ten marsz ramion do nowego nowego… aż staje się nie do zniesienia,
do płaczu do dodo.
Delikatne palce obłaskawiają wszystko wokoło, plączą nitki, rozmazują łzy,
sięgają do dalekich oczu, rozmazują tusz, przekrwione białka,
pieszczą czas, całują okna ciała, obrazy, czasami zawieszają się na
czarnobiałych odbiciach…( odbicia uciekają od kolorów),
pogryzionych palców, resztek paznokci.
W końcu zaplątują się w szepczące węże - warkocze.
Zwijają się szepty, zapadają w ciszę, ciszę
na chwałę mroku.
Aby się na nowo wyzwolić i dotykać na nowo ruchliwymi,
kruchymi ramionami na chwałę
przebłysków jasności, migotań, dni, które mają nadejść,
by pójść znowu do nikąd.
Jej ruchome ramiona nie mają kości,
mają tylko krew, spazmy
i sam dotyk nagich opuszków, palców bez naskórka.

 

XI. 2013

 

Dzisiaj niedziela, dzisiaj święto

Dzisiaj siedzimy razem, ja wtulona w ciebie.
Dotykasz mnie, tato, czuję jakbym sama głaskała swoje ramię.
Jestem z twojego ciała. A odrębna. Innych wszechświat.
Przenika mnie twoja krew. Przenika twoja pamięć.
Przenika pamięć komórkowa. Pamięć codzienna. Pamięć klątw i błogosławieństw.
Jak długo jeszcze trwać będzie dzień dzisiejszy?
Jak długo utrzymasz mnie na uwięzi swej troski.
Czujesz? W środku pękają mi kości. Twoje kości. Moje kości.
Kruszą mi się włosy. Już krzyczę, ty tego nie słyszysz.

Dotykaj mnie, tato.
Tak trwa ta nieskończona chwila, ta powtarzana chwila, ta rymowana
chwila, która może zakończyć się tylko odjazdem w górę, w niebo, w mróz
czarnego nieba, pustego ryczącego kosmosu.

Tam jesteś,
bo tam ciebie nie ma.
Dlatego trzymaj mnie, moją twoją rękę. Twoim moim ciałem.
Twoim moim strachem.
Wiesz. Na pewno odchodzę.
I ty.
Zmierzcha się niedziela,
minęła już wczoraj.

 

Cięcia

Stoisz na brzegu morza, to może być zatoka.
Odkręcasz się do tyłu,
jesteś żyletką - przecinasz równo świat, tę plażę
na dwie połowy – żółty piasek odchyla się na boki
w ironicznym wilgotnym uśmiechu.
Z jednej strony widzę ciebie.
Z drugiej – być może - da się mnie zobaczyć.
Mrużysz oczy, tniesz całą powierzchnię.
Teraz tniesz tętniące mrokiem chmury.
Chmury są kamienne.

Przez cięcia przedostają się fioletowe przebłyski,
potem zmieniają się w purpurę, a potem gwałtownie wszystko
się wyciemnia.
Się.
Każde cięcie to krok od.
Każdy błysk żyletki pogłębia ciemność i chłód.

Stoisz na brzegu.
Żyjesz na brzegu.
Na brzegu,
na skraju,
jesteś ostrzem żyletki.

Zbigniew Joachimiak

 

 

 

 

powrót do góry

<<< powróć do spisu treści


 
        © 2006-2010 FRAZA. Layout: Jaro. Realizacja: Agencja reklamowa MG Studio